Zawsze o krok przed nimi…

Brzmi bardzo górnolotnie, nie? Ale to tylko najprostszy na świecie sposób na ogarnięcie dzieci.

Nie myśl sobie, że jestem nadopiekuńcza, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. A gdybym miała się wpasować w skalę opiekuńczości względem dzieci, to zdecydowanie bliżej mi do jej braku niż nadmiaru. Nie wyręczam w niczym swoich dzieci, pozwalam im popełniać błędy. Ba! Czasem z ogromną satysfakcją i straszliwą premedytacją patrzę na ich upadki, płacz i wyciąganie wniosków.

Im dłużej jestem matką, tym częściej widzę, że dobre macierzyństwo i ojcostwo wymagają ponadprzeciętnych cech. Musisz łączyć ze sobą rozwagę, spryt, przebiegłość, cierpliwość i wiele innych cech. Najtrudniejsze dla mnie w całym procesie wychowywania dzieci jest to, że nie mogę okazywać słabości.

Nie możesz być słaba

Nie chodzi oczywiście o zmęczenie, słabość i nie dawanie sobie rady. Bo przecież nie chcesz i nie dasz rady być robotem, a dziecko szybko wyniucha brak autentyczności. Chodzi mi o codzienne sprawy, decyzje, pomaganie dziecku, wspieranie go, dawanie przykładu. Nie może być tak, że dziecko zadaje mi jakieś pytanie, a ja nie jestem na nie gotowa. Nie mogę, kiedy moje dziecko cierpi powiedzieć „sory, teraz nie wiem jak mam ci pomóc”. Jestem rodzicem. Jestem matką. I muszę wiedzieć jak mam swojemu dziecku pomóc. Muszę je

chronić

Niebezpieczeństwa, histerie, krzyki, afery. Tego, my rodzice, nie lubimy i możemy tego uniknąć. Ok, nie zawsze, ale jednak czasem możemy. Musisz tylko nauczyć się, kiedy one się zbliżają i zapobiec im zanim nadejdą. Dla przykładu, wchodzimy do sklepu z zabawkami. Znam te alejki na pamięć i wiem, że jeśli wejdę z Karolem w strefę Hot Wheels to przepadnę, bo albo kupię mu kolejny samochodzik albo urządzi mi taki pisk, że on „će!!!”, że będę zwiewać jak najdalej z tego sklepu. Jestem przebiegła i

jestem o krok przed nimi

Widzę nadchodzącą zadymę, bo już zaczynają się szarpać o zabawkę. Nie czekam, aż to wybuchnie i komuś polecą włosy z głowy (najpewniej to mi), podrzucam im dwie inne rzeczy.

Wiem doskonale, kiedy będą głodni. Jestem przygotowana, nie każę im stać w kolejce do przymierzalni w sklepie odsuwając perspektywę zjedzenia obiadu na później, co dla nich brzmi jak wieczność.

i nigdy nie wyręczam

Tu właśnie musisz okazać swój spryt i przebiegłość. Tu nie chodzi o ciągłe rozwiązywanie problemów czy konfliktów tak, żeby „przypadkiem nikt się nie zdenerwował”. Chodzi o to, że w domu, u dziadków, na placu zabaw czy spacerze niech sobie radzą same. Niech się uczą rozwiązywać trudności i cierpliwie czekać. Ale kiedy na horyzoncie pojawia się wizyta w restauracji, dłuższe zakupy czy jazda autobusem to moją rolą jest to, żeby nie dokładać im jeszcze „lekcji dyscypliny” do uciążliwych okoliczności w jakich się znaleźli – tak, czekanie na obiad w restauracji w pewnym wieku uznawane jest za koniec świata.

As w rękawie

Wtedy, kiedy potrzebuję spokoju i grzecznych dzieci, wyciągam swojego asa. Jestem przed nimi, ale tylko o jeden krok. Pomagam im się odnaleźć w trudnych sytuacjach, pomagam skupić na tym co będą robić, bo zabieram im resztę spraw, które dla nas błahe dzieciom utrudniają odnalezienie się.

Dzieci często nie potrafią się odnaleźć, zwłaszcza kiedy wokół panuje zbyt duże zamieszanie. Często się boją, czują się niepewne albo zwyczajnie gubią się w tym wszystkim co je otacza, bo tego wszystkiego jest zbyt dużo na raz. Ja jedynie przecieram im drogę, żeby potrafiły się odnaleźć i poradzić sobie same, nawet w trudnych sytuacjach. Mam swojego asa w wychowaniu dzieci, jestem o jeden krok przed nimi.

  • Tak ciężko to wytłumaczyć, a Ty zrobiłaś to wyśmienicie! Dokładnie taki mam sposób, choćby wymagał dmuchana na zimne, to jednak sprawdza się w 99 procentach 🙂

    • Aga

      Lepiej zapobiegać niż leczyć 😀