Wracam do życia

Przechodzę w tryb offline, bo na prawdę dość już mam tego wirtualnego życia i uciekającego mi przez palce życia.

Ania z bloga Nebule napisała świetny wpis o rodzicach wpatrzonych w telefony. Najbardziej ruszyło mnie zdanie:

Jeżeli Twój telefon gości w Twojej ręce, częściej niż dłoń Twojego dziecka – ten wpis jest dla Ciebie”

To jeszcze niedawno było o mnie. Zupełnie tego nie czułam, bo przecież przy laptopie siadałam, kiedy dzieci spały, więc miałam wrażenie, że kompletnie nie marnuję czasu w internecie. Co więcej bardzo tego pilnowałam, żeby dzieci nie oglądały za dużo bajek, Ola nie grała często na tablecie, a mój mąż po pracy zamiast telefonu do ręki brał raczej książkę i czytał dzieciom. Serio, stoczyłam o to nie jedną bitwę.

Ta jedna rozmowa

Jedna rozmowa zmieniła u mnie wszystko. I nie, nie była to rozmowa z moim mężem, bo on wiele razy na moje pretensje o czas spędzany w sieci rzucał mi, że nie jestem lepsza. Ale myślałam, że jestem. Aż do dnia, kiedy w kuchenne krzesło wbiła mnie rozmowa z moją córką.

Siedziałam przy stole, po śniadaniu i oczywiście sprawdzałam fejsbuka. Rano trzeba przecież zobaczyć co się działo przez całą noc (najpewniej nic, ale sprawdzić trzeba).

 

Ola: – Mamo, choć bawić z Ola.
ja: – yhym
Ola: – Mamoooooooo
ja: – Co?!
Ola: – Mamo daj. (i próbuje mi zabrać telefon)
ja: – Olka, o co ci chodzi?
Ola: – mama ciągle tylko halo, halo, halo. A Ola musi bawić siama.

 

I wtedy właśnie odłożyłam telefon i poszłam pobawić się z moim dzieckiem. Pomyślałam sobie, że ona ma rację. Ciągle tylko to halo. Telefon w ręku. Fejsbuk, instagram, snapchat, mail. Odkładam telefon. Pół godziny później… fejsbuk, instagram, snapchat, mail.

I co z tego, że to zajmuje 10 minut? Efekt jest taki, że mam telefon przyklejony do ręki. A potem radośnie biegnę tłumaczyć dzieciom dlaczego nie powinny zbyt często grać na tablecie, albo robię mężowi kolejną aferę o to, że internet jest najważniejszy, a dzieci czekają na czas, który spędzą z nim po pracy.

Hipokryzja jak alkoholizm

Straszna hipokrytka ze mnie. To było jedyne co mogłam o sobie wtedy myśleć. I tak się właśnie czułam. Co gorsza, wiedziałam, że będzie mi cholernie ciężko się od telefonu trochę odzwyczaić. Bo to niby takie normalne, przecież wszyscy to robią, przecież to nic złego. A w efekcie jestem rozdrażniona cały dzień, dzieci przeszkadzają mi w doczytaniu artykułu, więc się na nie wpieniam, a co najgorsze w tym wszystkim to to, że moje życie przelatuje mi przez palce.

Serio, zastanów się. Ile jesteś w stanie zarejestrować siedząc przy telefonie? Czy dociera do ciebie to co się dzieje wokół? To co robią dzieci, co do ciebie mówią? Nie sądzę. I do mnie też nie docierało. Siedziałam w domu, a jakby mnie nie było. To trochę jakbyś była alkoholikiem. Jesteś w domu, ale nie pamiętasz nic. Bliscy cię widzą, ale tobie nie zostanie w głowie ani jedno wspomnienie, ani jedna sytuacja, ani jedno słowo.

Zresztą, wiesz jakie to uczucie, kiedy facet gapi się w telefon, a ty opowiadasz mu o czymś niezmiernie ważnym i widzisz, że on cię w ogóle nie słyszy? Wkurzasz się niesamowicie. To teraz wyobraź sobie, że robi tak często, bardzo często. A ciebie ignoruje. I tak właśnie musiały się czuć moje dzieci.

 

BASTA!

Postanowiłam to zmienić. Jest ciężko, nie będę cię oszukiwać. Za to widzę jak o wiele lepiej funkcjonujemy jako rodzina, a ja zyskałam na prawdę dużo wolnego czasu. Za sobą mam już miesiąc nowych nawyków, ale wiem, że jeszcze sporo przede mną.

Teraz zostawiam telefon kiedy tylko się da. Nie biorę go na spacer, do sklepu czy jadąc do przedszkola. Zostaje on też na dole, kiedy idziemy spać. Nie ma zmiłuj. Do internetu wchodzę dwa, trzy razy dziennie, a nie tak jak wcześniej kilkanaście i powiem ci, że jest dokładnie to samo. Nic mnie nie omija przez to, że co godzinę nie spojrzę na swojego fejsbukowego walla. A co najważniejsze w weekendy staram się nie korzystać z internetu w ogóle.

Jestem offline

Coraz częściej. Moje życie się nie zawaliło, a w sumie tylko na tym zyskałam. Poświęcam więcej uwagi dzieciom, mam czas posprzątać, zrobić obiad, odpocząć i na chwilę włączyć komputer, a to wszystko podczas… jednej drzemki dzieci! Do tej pory w tym czasie udawało mi się jedynie przejrzeć najnowsze informacje w sieci. Nie marnuję czasu, czasem nawet nie wiem już co robić, a tego uczucia nie pamiętałam już od dawna.

Chcę być na bieżąco, chcę nadążać. Ale jeszcze bardziej chcę czasu z moją rodziną i powrotu do żywych.

  • Ja również często zapominam o internetach 🙂 a dzieje się tak dopiero od pół roku…
    Może dlatego, że mam teraz taki cudownie ciepły okres w życiu.. Niech to trwa.
    I mam nadzieję, że Twój weekend się właśnie rozpoczął i nawet tego komentarza nie przeczytasz 🙂

    • Aga

      Przeczytałam dzisiaj i miałam cudowny weekend offline 😀

      • Bardzo mnie to cieszy 🙂 to wiadomość, na którą czekałam

  • Internet uzależnia, niestety. Od jakiegoś czasu urządzam sobie soboty offline. Dzień bez internetu, bez łączności z pędzącym światem jest wytchnieniem. I czuję się lepiej nie tylko psychicznie, ale i fizycznie też.

    • Aga

      Prawda?:)
      U nas niedziele są zupełnie offline.