Wiosenny przegląd kosmetyczki

Czyli wszystko to, bez czego nie obejdę się w łazience.

Należę do osób, które używają minimum kosmetyków. Robiąc makijaż potrzebuję tylko tuszu i eyelinera. Nie lubię mieć warstwy kosmetyków na twarzy i nie cierpię podkładów, a mam to szczęście, że używać ich nie muszę. W efekcie z twarzą nie robię prawie nic, a do jej pielęgnacji wystarcza mi coś do mycia i krem. Trochę inaczej jest z resztą ciała. Przed ślubem, nie miałam najmniejszego problemu, wystarczył mi peeling raz w miesiącu i balsam wsmarowany pod koniec tygodnia i było git. Teraz nie jest już tak kolorowo, a dwie ciąże zrobiły swoje. Moja skóra jest przesuszona, a włosy po wielu farbowaniach rozjaśniaczem zniszczone. Dlatego, chcąc nie chcąc muszę czasem używać kosmetyków. W związku z tym, że tego nie lubię i jestem leniwa (jak cudownie byłoby tylko brać prysznic i do łóżka!), wybieram kosmetyki, które dają długotrwały efekt.

 

Wiosna to czas, kiedy intensywnie przygotowujemy ciało do wakacji i wymarzonego bikini. I nie mówię tylko o ćwiczeniach czy diecie, ale o kondycji skóry i włosów. Ja już zaczęłam i przegląd swoich kosmetyków i mam wśród nich swoje TOP 6, z którymi nie rozstaję się na krok.

 

 

kosmetyki kolaż

 

1.

Bio-Oil  – moje cudowne odkrycie! Nie wiem czy to sprawa genów, czy nie, ale smarując się nim przez obydwie ciąże, nie mam cienia rozstępów na brzuchu. Jest też niezastąpiony do nawilżania przesuszonych części ciała. Tak się trafiło, że jestem mega leniwa, więc smaruję nim dwa razy w tygodniu całe ciało i nawilżanie mam z głowy.

 

2.

Krem do rąk SENSAI – bardzo mocno nawilża, więc wystarczy używać go regularnie… raz w tygodniu. Jeśli dłonie są bardzo przesuszone, smaruję je przez jeden dzień, po każdym myciu rąk i mam problem z głowy. Dzięki temu, że jest silny i używam go rzadko, jest bardzo wydajny.

 

3.

Peeling COLLISTAR – nie wiem, kto wymyślił ten peeling, ale jest geniuszem! Gdyby nie jego cena, używałabym go codziennie zamiast mydła. Skóra po jednym użyciu jest bardzo nawilżona i nie nakładam już żadnego kremu do ciała. A najbardziej podobają mi się, podczas zmywaniu peelingu z ciała, krople wody, które zostają na skórze. Wyglądam wtedy jakby została na mnie rosa.

 

4.

Anna Lotan VEDARA peeling – peeling z prawdziwym złotem. Świetnie ściąga martwy naskórek, ale niestety po użyciu go muszę nasmarować się jeszcze balsamem. Najlepsze w nim jest to, że dzięki zawartości złota (chyba dzięki temu) skóra jest rozświetlona i świetnie wygląda.

 

5.

BAMBOO oil – cudo, cudo, cudo. Idealne do moich, suchych jak siano, końcówek. Bardzo długo szukałam odżywki do włosów, która poradzi sobie z końcówkami popalonymi rozjaśniaczem. Stosuję tą odżywkę od pół roku i efekty widać w braku rozdwojonych końcówek. Wadą tego olejku jest jego wysoka cena, ale po pół roku zużyłam dopiero połowę, więc wychodzi podobnie do innych odżywek w spreju.

 

6.

Szczotka Tanger Teeze – tej szczotki chyba nikomu przestawiać nie muszę. Od kiedy pojawiła się w Polsce, zupełnie nie rozumiałam zachwytu nad nią i bardzo długo jej nie kupowałam. Myślałam, że nie różni się niczym od każdej innej szczotki, ale od kiedy jej używam moje włosy się nie łamią i nie wypadają.