Ty nie wiesz jak to jest

Patrzysz na moje dziecko, które leży na ziemi w sklepie i płacze, bo nie chcę mu kupić jajka z niespodzianką. Nie znasz sytuacji, nie wiesz co nim kieruje, ale i tak myślisz sobie: „Co za rozpieszczony bachor, co to za bunt”.

Każdy z nas to kiedyś widział. Małe dziecko, na oko 2-4 lat, niecierpliwi się, denerwuje, zaczyna płakać. I kiedy myślisz, że gorzej już nie będzie, ono pada na ziemię i zaczyna wrzeszczeć. Wrzeszczy tak, jakby grało główną rolę w „Egzorcyście” i zaczyna się zanosić. Drze się tak głośno i mocno, że zastanawiasz się czy za chwilę nie straci przytomności. I nic nie pomaga, groźby, prośby, krzyki, błagania. Absolutnie nic.

Dopóki moje dziecko nie skończyło „magicznych” dwóch lat, myślałam, że takie histerie są winą rodziców. Często zwala się takie zachowanie na bezstresowe wychowanie, pozwalanie dziecku na wszystko, brak dyscypliny i oczywiście wszystkiemu winne jest to, że rodzic pozwolił sobie wejść na głowę. Też tak myślałam. Do czasu.

Ola zawsze była i jest grzecznym i spokojnym dzieckiem. Taki ma charakter. Jest bardzo delikatna, wrażliwa i nigdy nie mieliśmy z nią żadnych problemów. Nigdy nie uciekała, nie marudziła, nie krzyczała, nie wściekała się. Dlatego do tzw. buntu dwulatka podchodziłam z dużym dystansem. Zresztą nadal uważam, że ten „bunt” nie jest najlepszym określeniem tego, co dzieje się z dzieckiem- ale o tym w innym razem. Mimo swojego sceptycznego podejścia, bo szczerze to nie spodziewałam się żadnych problemów z moją córeczką, postanowiłam przygotować się  w razie czego. Przejrzałam internet, poradniki i książki o rozwoju dzieci i wniosek był jeden, zresztą taki jak zakładałam. Bunt dwulatka polega w sumie na tym, że dziecko nie radzi sobie z otaczającym go światem. Przytłacza go to co widzi, to czego się uczy, jego emocje i ogólnie wszystko co jest wokół niego. Stąd najgorszym rozwiązaniem jest krzyk lub pretensje, bo dziecko w chwili histerii potrzebuje wsparcia. Wniosek? Nic prostszego, trzeba dać się dziecku wypłakać, a potem spytać czy chce się przytulić. Dziecko się przytula i kryzys zażegnany.

Niezły żart, co? Jeśli myślisz, że to tak po prostu zadziała, a twoje dziecko nagle stanie się kochanym aniołkiem, bo już udało mu się wpaść w twoje ramiona… to się mylisz. Fakt, że u naszej córki bunt zaczął się około półtora roku i dość szybko minął. Przynajmniej ta najbardziej ostra jazda w postaci spazmów i zasypiania z twarzą na podłodze. I całe szczęście, bo było ciężko. Ale oczywiście nie zdążyłam się nacieszyć spokojem, ponieważ chwilę później w okres ostrego buntu wszedł Karolek. Na szczęście, nasz syn nie jest aż tak ekspresyjny w okazywaniu emocji i nie wali głową w podłogę, ani nie zasypia na niej, wycieńczony półgodzinnym płaczem, ale też w irracjonalny sposób okazuje nam co myśli. Za to teraz, bardziej świadomi tego co się z dzieckiem dzieje, mogliśmy już od początku odpowiadać na jego potrzeby, bez kierowania się metodą „prób i błędów”, jak przy pierwszym podejściu do tego problemu.

 

Ale o co chodzi?

To proste. Dziecko, które do tej pory było dość proste w obsłudze i emocjonalnie ograniczone do okazywania zadowolenia lub niezadowolenia z zaspokajania przez rodziców jego potrzeb, nagle musi sobie poradzi z natłokiem nowych emocji i uczuć, które nim kierują. Wyobraź sobie taki PMS razy tysiąc. Nieciekawie, co? No, to twoje dziecko ma to sporo intensywniej.

Kluczową rolę w tym wszystkim pełnisz ty. Musisz pomóc małemu człowiekowi radzić sobie z jego emocjami i nauczyć go tego, że to normalne. Bo my przecież też czujemy radość, złość, frustrację, lęk, poczucie bezsilności i wiele, wiele innych. Dlatego naszym podstawowym zadaniem jest pokazanie, że to nic złego. Wielu rodziców, którzy instynktownie wychowują swoje dzieci, jest poirytowanych nagłą zmianą nastroju swojego dziecka i gani je za histerie. Podczas gdy te jęki i płacze to wołanie dziecka o pomoc, bo nie radzi sobie i czuje się bezsilne. Dlatego jasne, trzeba postąpić książkowo i przytulić dziecko, ale to dopiero początek drogi, o czym mocno się przekonaliśmy przy naszej zbuntowanej królewnie. Tak naprawdę jeszcze dużo pracy przed tobą.

 

Co robić?

Jak się dowiesz, to daj znać! Bo wiesz, nie ma jednej, idealnej i pasującej do każdego dziecka metody. Ba! Ja przy swojej dwójce mam zupełnie inną jazdę z każdym z nich i inne rzeczy działają na Olę, a inne na Karola i podejrzewam, że z Antkiem będzie jeszcze inaczej. Dlatego, szczerze mówiąc nie mam pojęcia co robić. Próbuję działać, czytam o emocjach dzieci, ale przede wszystkim staram się działać instynktownie i wspierać moje dziecko tak, jak ono tego potrzebuje.

 

Pomyśl, zanim zaczniesz gadać

Uwielbiam te spojrzenia, te komentarze starszych pań, które mają się za ekspertki do spraw wychowania- a na ogół same są bezdzietnymi, starymi pannami. Te ganiące wzroki bezdzietnych par, albo tych które się dziecka dopiero spodziewają, zdające się mówić: „moje dziecko takie nie będzie.” Ha! Szalenie pragnę to zobaczyć. Bo wiesz, ja też byłam po tej, drugiej stronie i ja wmawiałam sobie, że moje dzieci będą wypisz wymaluj wyjęte z francuskiej książki o wychowaniu. Będą grzeczne, ułożone, jedzące wszelakie wykwintne dania i umiejące mówić przepraszam. A teraz? Teraz wciskam im do buzi parówki, włączam bajkę, żeby wskoczyć pod prysznic, a słowo „sorki” zawsze liczy się jako „przepraszam”.

Nie oceniaj cudzego dziecka, bo ty nie wiesz jak to jest z dwulatkiem (i czterolatkiem też)!

 

_____________________________________________________________________________________

Spodobał Ci się mój tekst? będzie mi niezmiernie miło jeśli go skomentujesz pod spodem i/lub udostępnisz- klikając na jedną z ikonek poniżej. To tylko jedno kliknięcie , a dla mnie będzie wyrazem uznania mojej pracy i motywacją do pisania.

  • Bardzo prawdziwy tekst 🙂 Małe dzieci są kulką emocji, które czasami w niewyjaśnionych okolicznościach eksplodują 🙂 Ale my też czasami wybuchamy, prawda? 🙂 One czują dokładnie to samo. Trzeba pomóc im przejść przez tą chwilę – pomóc im zrozumieć własne emocje, nazwać je i powiedzieć: „ok, jesteś bardzo zły, ja czasami też jestem bardzo zła; i to jest ok. Twoje zachowanie jednak nie było w porządku i zrobiło mi się bardzo przykro. Pomyślmy, jak możemy to rozwiązać następnym razem, gdy będziesz zły. Co możesz wtedy zrobić?” Małe dziecko musi przede wszystkim widzieć i czuć, że MY go rozumiemy 🙂
    P.S. A jeżeli brak inspiracji – zapraszam do mnie 😉