Przedszkole? Nie wiem, nie moja sprawa

Powiedzmy sobie to jasno. Przedszkole i to co się w nim dzieje jest sprawą mojego dziecka, nie moją.

Ola chodzi już do przedszkola trzy miesiące. Przechodziłyśmy przez różne fazy, od lęku przed zostaniem bez mamy, dwutygodniowe chorowanie, po sprawne i radosne wyjścia do przedszkola, wszystko pisałam ci TUTeraz, dzięki naszemu podejściu, Ola cieszy się na myśl o pójściu do przedszkola. Jasne, są dni kiedy jej się nie chce i marudzi, że zostaje w domu, ale z drugiej strony uwielbia swoją panią Klaudię i koleżanki i bardzo chętnie zostaje w przedszkolu, kiedy już w końcu do niego dotrzemy.

Mamy swój rytuał, który pomógł nam w oswojeniu się z przedszkolem, ale dzisiaj on jest ważny z innego powodu. Ale zanim o tym… nasze codziennie ostawianie Oli do przedszkola wygląda tak: idziemy do szatni, Ola zmienia buty na kapcie, zostawia wszystko co przytachała ze sobą w szafce (dzieci nie przynoszą do przedszkola swoich zabawek), daję jej rękę, wchodzimy do sali, dostaje buziaka i życzę jej miłego dnia, wychodzę. Koniec. Popołudniowe odbieranie jej wygląda podobnie, tylko w odwrotnej kolejności, czyli wchodzę na górę, witam się z Olą, zakładamy buty, zabieram rzeczy do prania jeśli wiszą, zabieramy wszystkie rzeczy z szafki (zostawione wcześniej zabawki i wykonane w przedszkolu prace plastyczne), żegnamy się z panią i wychodzimy.

Przez pewien czas myślałam, że moje odprowadzanie i odbieranie dziecka z przedszkola jest najnormalniejsze na świecie. Myślałam tak dopóki nie natrafiłam kilka razy na inne mamy odbierające swoje dzieci.

SZAŁ MAM

To przytrafiło mi się kilka razy. Siedzę na ławeczce i czekam aż Ola zmieni buty. Na korytarzu stoi wychowawczyni z jedną z mam i nagle słyszę lawinę pytań: „a spał trochę?”, „a dużo zjadł?”, „a co było na obiad?”, „ile byliście na dworze?”, „a śpiewaliście coś?”, „a bardzo płakał?”, „a z kim się bawił?”, „a grzeczny był”…

Z niedowierzaniem słuchałam tego wszystkiego i trochę współczułam pani przedszkolance, która zamiast zajmować się resztą dzieci musiała zdawać jednej mamie sprawozdanie z każdej minuty minionego dnia. Wtedy też dotarło do mnie, że nie mam bladego pojęcia o tym, co robi moje dziecko codziennie przez 8 godzin. Postanowiłam więc ją o to spytać.

-Ola jak było w przedszkolu?

-Fajnie.

-A chcesz mi coś więcej opowiedzieć?

-Nie.

 

Odetchnęłam z ulgą, muszę przyznać, bo czasami kiedy Ola prosi mnie, żebym zaśpiewała piosenkę „tą samą co w psedskolu” to mam nie lada wyzwanie, ale cieszyłam się, że było fajnie.

 

TYLE MI STARCZY

Jasne, gdzieś tam pojawia się w mojej głowie lęk o to co się dzieje w przedszkolu. Zwłaszcza, że zdecydowaliśmy się akurat na to przedszkole, bo miało mieć monitoring. Tak się złożyło, że akurat przed naszym przyjściem zmienili lokal i monitoring będzie… w niedalekiej przyszłości. Pierwsze dni, tygodnie, przeżywałam bardzo i zastanawiałam się jak je tam jest i co robi i czy na pewno nie jest głodna, smutna czy niedopilnowana. Jednak to wszystko bardzo szybko minęło, bo jestem pewna, że gdyby cokolwiek było nie tak, to widziałabym to po zachowaniu córki.

Będę z tobą szczera, nie jestem jedną z tych matek, która cały dzień piszczy nad jednym rysunkiem dziecka, któremu bliżej do Pablo Picasso niż do obrazka przedstawiającego rodzinę. Nie martwię się o Olę, bo widzę, że po powrocie do domu jest zadowolona i z chęcią też rano do przedszkola idzie, dlatego reszta nie ma dla mnie znaczenia.

Nie pytam co jadła i w jakiej ilości, bo zwyczajnie mnie to nie interesuje. Jeśli po powrocie do domu jest głodna, to daję jej coś zjeść. Jeśli dostaję do wyprania majtki, to nie drążę tematu, tylko je piorę. Ja wiem, że ona sobie poradzi i wiem, że to jest jej miejsce, gdzie ma być właśnie sama, bez mojego nadzoru. A to właśnie jest

SAMODZIELNOŚĆ

My rodzice tak mamy, że z jednej strony chcemy, żeby nasze dzieci były odpowiedzialne i samodzielne, a jednocześnie wyręczamy je we wszystkim co możliwe. Musisz się pogodzić z tym, że w pewnym momencie życia twojego malucha przychodzi czas na samodzielność i jeśli ono jest na to gotowe to na pewno sobie poradzi, bez obaw.

Drugą sprawą jest to, że dla takiej małej, 3- letniej Oli bardzo męczącą sprawą, po całym dniu zajęć, zabaw i interakcji z dziećmi, jest skupienie się na tym, żeby odpowiedzieć matce szczegółowo na każde pytanie. Dlatego nie pytam. Jeśli chce mi opowiedzieć o czymś, co działo się w ciągu dnia, słucham z zainteresowaniem i wtedy o coś pytam. Sama z siebie na ogół wysilam się na zwykłe „jak było?” albo „czy jesteś zadowolona?”. Tylko tyle.

Generalnie mogłabym też złapać panią i ją męczyć swoją listą pytań, ale po pierwsze uważam, że jej pracą jest skupienie się na dzieciach, nie indywidualne konsultacje ze mną (które notabene mamy organizowane raz w miesiącu i wtedy można przyjść i wygadać się do woli), a po drugie to nie wymagam od niej, żeby pamiętała każdy szczegół z 8 godzin kilkanaściorga dzieci. Sama często nie pamiętam co moje dzieci robiły cały dzień w domu i kto jaka minę zrobił i kto ile zjadł.

 

Nie potrzebuję mieć codziennie raportu z tego co robiło w przedszkolu moje dziecko. Uważam, że to jest jej miejsce i ja nie bardzo chcę w to ingerować. Nie chcę potem biegać do szkoły z 10- letnią córką i rozwiązywać jej problemów. Jestem obok i ją wpieram, ale ona wie, że to jest jej sprawa, jej przestrzeń, wolna od naszej kontroli i miliarda pytań. To jest jej miejsce na naukę samodzielności, życia w grupie z innymi dziećmi i posiadania swojego własnego miejsca, a ja będę się trzymać od tego z daleka, na ile będę mogła.

  • Powiem szczerze: podejście warte powielania 🙂

    • Aga

      Dzięki :*

  • No to już mam jeden z moich ulubionych blogów. Myślałam, że już nikt nie ma takie podejścia i wszyscy tylko „chuchają i dmuchają” na dziecko. Oczywiście, troska zawsze jest. Ale troska, nie paranoja!
    Dziękuję że Cię znalazłam! Ciepło pozdrawiam!

    • Aga

      Przybijam wirtualną piątkę! 🙂