Projekt: grzeczne dziecko

Zastanawiasz się jak to jest mieć grzeczne dziecko? Wiesz, takie z którym można pójść do znajomych, na wesele czy na obiad do restauracji i nie umęczyć się przy tym jak wół? Czy to jest w ogóle możliwe? Otóż jest! A ja ci powiem jak to zrobić.

Gdzieś już ci o tym wspominałam, że nie lubię dzieci. Serio. Większość dzieci zawsze wydawała mi się rozwydrzonymi dzieciakami, które nie słuchają rodziców. Zresztą, nadal tak mi się wydaje, bo niestety wielu rodziców wciąż idzie na łatwiznę i olewają wychowanie dziecka, woląc przeczekać i przecierpieć kilka lat histerii, szantaży i rzucania się na ziemię w sklepie, żeby móc ze spokojem wysłać dziecko do żłobka czy przedszkola i odbierać zmęczone, spokojne i zadowolone dziecko. A potem wszędzie wyczytasz, że najgorsze są pierwsze 3 lata. Na szczęście, skoro czytasz ten tekst, to na pewno nie zaliczasz się do tej grupy ludzi, dla których posiadanie dziecka jest kolejnym celem w ich długoterminowym planie na życie, jednym z wielu takich celów. Dlatego, jeśli chcesz wiedzieć jak to zrobić, żeby twoje dziecko było grzeczne, to usiądź wygodnie i czytaj dalej.

W związku z moją niechęcią do dzieci i do posiadania rozwrzeszczanego małego terrorysty, wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby moje dziecko było grzeczne. Przed urodzeniem pierwszego dziecka myślałam, że wiem dokładnie jak to zrobię… powiem słowo, a moje dziecko posłusznie wykona polecenie. Nie do końca tylko wiedziałam jak do tego dojść, ale jasnym dla mnie było, że bezwzględne posłuszeństwo to podstawa. Jak się domyślasz wszystko się zmieniło wraz z narodzinami dziecka. To ona sprowadziła mnie na ziemię i sprawiła, że musiałam nieco zweryfikować moja plany wychowawcze. Oczywiście, żeby było jasne, moje dzieci SĄ grzeczne i nie jest to wyłącznie moje zdanie, bo ja w sumie tak nie uważam, zwłaszcza po tygodniu z ospą w domu, bez wychodzenia w domu. Dlatego nie spodziewaj się tutaj po chwytliwym tytule tekstu w stylu „zaakceptuj swoje dziecko”, „dzieci są dziećmi” itp. Powiem ci jak to zrobiłam, że moje dzieci chodzą z nami do restauracji bez kącika zabaw, a my jesteśmy w stanie zjeść normalnie obiad, albo to, że siedzą przez godzinę w kościele i nie biegają, nie bawią się, nie jedzą, po prostu siedzą.

Zacznijmy od podstaw

Poznajmy definicję słowa „dziecko”. Konwencja o prawach dziecka mówi, że dziecko to „każda istotę ludzką w wieku poniżej osiemnastu lat, chyba że zgodnie z prawem odnoszącym się do dziecka uzyska ono wcześniej pełnoletność”.

A więc tak. Istota i to na dodatek LUDZKA. Czemu to piszę? Bo zanim weźmiesz się za wychowanie dziecka i wymaganie od niego, musisz zdać sobie sprawę z tego, że to też jest człowiek. Dziwne, ale prawdziwe. Co w praktyce oznacza, że może mu się coś nie podobać, może nie chcieć z tobą gadać, mieć swoje humory, gorsze dni, fochy a także cały wachlarz emocji i ci go okazywać. Wierz mi, że wychowywanie dzieci staje się dużo prostsze, kiedy zrozumiesz, że to jest taki sam człowiek jak ty, który może czuć dokładnie to samo. Co gorsze, ten mały człowiek nie do końca panuje jeszcze nad swoimi emocjami, więc wyobraź sobie, że masz PMS cały czas, każdego dnia. A co więcej, nie wie co to takt. Nie wie, że jak od kogoś śmierdzi, to nie należy mu tego mówić, albo kiedy ktoś mu robi na złość to, że należy zachować to dla siebie, a nie palnąć go w łeb.

Dlatego najpierw pojmij to, że dziecko czuje to samo co ty, kiedy masz PMS, a twój mąż schował przed tobą słoik z nutellą i jeszcze bezczelnie wmawia ci, że to dla twojego dobra bo jesteś za gruba.

Ok, trochę przerysowałam, ale serio, zrozum to, że dziecko jest człowiekiem, a nie małym robocikiem, który wchłonie to co mu podasz. Dlatego dziecka się nie tresuje tylko wychowuje. I to właśnie dlatego metody w stylu „karny jeżyk” czy stawianie do kąta, a nawet dawanie klapsa (ktoś jeszcze wierzy, że klaps działa?!) są idiotyczne. Bo metodą nagród i kar tresujemy zwierzęta. Dziecko jest człowiekiem, który jednego dnia z pokorą pójdzie do kąta, a następnego dnia przemyśli sprawę i powie ci co o tobie myśli, w najlepszym wypadku.

 

Skoro podstawy już znamy, to przejdźmy do konkretów. „Posłuszeństwo” naszych dzieci opiera się na odpowiednich proporcjach dwóch rzeczy, które bezwzględnie obowiązują w naszym domu.

Zasady

Mamy pewne ściśle określone zasady, których ZAWSZE (no, prawie) przestrzegamy. Dzieci znają te zasady praktycznie od urodzenia i jakby to powiedzieć… nie mają wyjścia. To jest ta przestrzeń, którą my rodzice wyznaczamy i decydujemy o nich. W myśl „nasz dom, nasze zasady”. A tak zupełnie serio, to nie jesteśmy jakimiś terrorystami, ale ustalone przez nas reguły pozwalają nam mieć chwilę spokoju i lepiej funkcjonować, a dzieciom poczuć, że nie mogą robić absolutnie wszystkiego na co mają ochotę. O naszych domowych zasadach mogłabym napisać drugi post, ale to niektóre z nich: Nie oglądamy telewizji, nie bawimy się telefonem ani zabawkami podczas jedzenia, słodycze jemy dopiero po obiedzie i noc jest od spania – nie jemy, nie bawimy się, nie zapalmy światła, leżymy w łózkach.

Jeśli wprowadzisz te zasady od początku, albo ustalisz je później ale będziesz konsekwentnie je stosować, to wejdą dzieciom w krew. U nas Ola sama wstaje i wyłącza bajkę, kiedy wołam ich na obiad. Zasady są ważne dla normalnego funkcjonowania dzieci, moim zdaniem. Ale zasady nie mają najmniejszego sensu, jeśli nie występują w parze z wolnością.

Wolność

Moje dzieci są wolne i uznaję to od samego początku. Mają prawo też decydować w wielu kwestiach o sobie. Tak, może weźmiesz mnie za wariatkę, ale półtorarocznemu dziecku pozwalam podejmować decyzje, na przykład czy woli założyć buty na dwór czy wyjść na bosaka, albo czy chce się napić wody czy soku do obiadu. To rzeczy z mojego punktu widzenia zupełnie nic nieznaczące, ale dla dziecka jest to ogromne poczucie samodzielności i przede wszystkim normalności, w końcu nikt z nas nie lubi, kiedy inni podejmują za niego decyzję. A w tym całym wychowaniu o to przecież chodzi, żeby wypuścić z domu dojrzałego, odpowiedzialnego człowieka. Wolność naszych dzieci opiera się również o to, że daję im swobodę w zabawie, eksperymentach, próbach samodzielności.

Tylko pamiętaj, że to dziecko

O tym chyba zapomina wiele osób i oczekuje zachowań dorosłych ludzi od swoich małych dzieci. Ja swoje głupie podejście zrozumiałam dość szybko. Dziecko nie jest dorosłym, któremu wszystko jedno czy pójdzie na spacer, czy spędzi kolejne 10 godzin za biurkiem, a potem usiądzie grzecznie na dwie godziny przy stole w restuaracji. Dziecko potrzebuje miejsca, gdzie wie, że może biegać i krzyczeć, żeby potem być spokojnym i grzecznym gdzie indziej. Głupia teoria o tym, że grzeczne dzieci nie biegają, nie krzyczą i nie płaczą jest nieprawdziwa. Każde dziecko to robi, ale też każde dziecko potrafi dobrze się zachować kiedy trzeba. To ty musisz dziecko pokierować i jasno mu powiedzieć gdzie jak się zachować.

 

Nasze dzieci w domu mogą krzyczeć, biegać, skakać i bawić się na całego. To samo im wolno na spacerze, placu zabaw, u dziadków czy w samochodzie (oczywiście bez biegania i skakania), więc mają wyznaczone miejsca, gdzie mogą się czuć swobodnie. Z drugiej strony są miejsca, gdzie należy być spokojnym, czyli nie krzyczeć, nie biegać i nie robić afer, a jednym z takich miejsc jest restauracja. A kiedy wytłumaczysz to dziecku i pokażesz, że są miejsca, gdzie może się czuć swobodnie, ale tez takie gdzie należy się odpowiednio zachować, twoje życie będzie o wiele łatwiejsze Serio, to czysta przyjemność zabrać dziecko do kawiarni i siedzieć z nim przy stoliku popijając czekoladę, bez jakichkolwiek obaw, że zacznie uciekać albo roznosić wszystko dookoła. I o ile ciężko ci będzie przekonać do tych reguł półtoraroczne dziecko, o tyle z 3-latkiem pójdzie ci jak z płatka, jeśli będziesz się ich konsekwentnie trzymać.

To wszystko jest na serio proste, o ile wypracujesz sobie te proporcje pomiędzy zasadami a wolnością dzieci. Niestety, nie powiem ci jakie one mają być, bo to już twoje zadanie. Musisz próbować i obserwować swoje dzieci oraz to co jest dla was najlepsze. Ja cię zapewniam, że to działa, przetestowaliśmy to na pierwszym dziecku, a teraz z cierpliwością stosujemy na drugim buntowniku. Tak właśnie, bo musisz uzbroić się w ogromną cierpliwość. Dziecko nie jest robotem i czasem będzie łatwiej a czasem mega ciężko. No, ale skoro jesteś rodzicem, pewnie to już dawno wiesz. I pamiętaj, skoro mi się udało, a jestem trudnym przypadkiem leniwego i mało konsekwentnego rodzica, to nie ma w tym nic trudnego i ty też możesz mieć grzeczne dziecko.