Pojawiam się i znikam

Nasz mózg lubi nam robić niespodzianki, zwłaszcza takie, gdzie po fakcie zastanawiasz się, co ci do cholery strzeliło do głowy. Taki był dla mnie ostatni rok.

Listopad 2015, to wtedy pojawił się ostatni wpis na Geek Matce. Wtedy też usłyszałam coś, czego nigdy nie chciałabym słyszeć. Kiedyś ci o tym opowiem ze szczegółami, bo wiem jak niewiele informacji osoby w sytuacji, takiej jak moja, są w stanie znaleźć. Wiem, bo ja też ich potrzebowałam. To były najtrudniejsze, jak dotąd 3 tygodnie w naszym życiu, cierpienie przeplatało się z niepewnością i strachem, nigdy nie przypuszczałam, że można czuć tyle emocji jednocześnie. Naturalną koleją rzeczy był mój tygodniowy pobyt w szpitalu i zabieg, który przywrócił nasze życie do normy. Przywrócił, ale pozornie, bo to wydarzenie już zawsze zostanie we mnie.

Koniec zeszłego roku był ciężki, potem miałam okres świąteczny na odsapnięcie od tego wszystkiego i w lutym czekał mnie powrót do pracy. Chwilę mi zajęło zanim weszła z powrotem w dawny rytm obowiązków, który był sporo trudniejszy do ogarnięcia z dwójką dzieci w domu. Z nadmiaru obowiązków odkładałam ciągle na bok mój powrót do pisania tutaj. Nie tylko z powodu lenistwa czy obowiązków, ale z powodu właśnie tego, co wyprawiał mój mózg.

 

„I dobrze, że nie musimy już czytać tych głupot na blogu”

Wiesz, normalnie nie przejęłabym się tak idiotyczny zdaniem. W końcu, nie chcesz to nie wchodź. Poza tym, w praktyce, na ogół ci, którym w życiu najmniej wychodzi, mają najwięcej do powiedzenia na temat tego co jest mądre a co głupie. Normalnie, stwierdziłabym, że to śmieszne i olała to… Ale nie wtedy, najpierw nie miałam czasu, żeby o tym myśleć, a potem zaczęłam się zastanawiać. Może to racja? Strata czasu, głupoty, coś śmiesznego. I trochę odpuściłam.

Nie, nie trochę. Zupełnie odpuściłam. Na kilka miesięcy.

I wiesz czemu ci to piszę? Nie chcę litości. Piszę to dlatego, że wiem o tym, że ty czasem też tak robisz. Słuchasz opinii innych, którzy są ci bliscy, ale nie znają się na tym co robisz. Ja też to zrobiłam i pewnie jeszcze nie raz zrobię. Zrozumiałam jednak, że człowiek nic w życiu nie osiągnie, jeśli będzie taki jak wszyscy. Nie wychodząc z tłumu już do końca życia w nim pozostaniesz. Ludzie nie cierpią ryzykować, robić z siebie idiotów i próbować czegoś nowego. Przecież nikt tego nie robi, przecież ludzie cię wyśmieją. Serio? I co z tego? Większość wielkich ludzi, którzy cokolwiek osiągnęli było wyśmiewanych przez resztę.

 

Wiem, zajeżdżam Grzesiakiem. Ale trudno. Wiesz przecież o co mi chodzi. Odkryłam coś, przez co ludzie są ograniczeni i często nieszczęśliwie tkwią w swojej pracy, rodzinnych zwyczajach czy relacjach, bo boją się być inni niż reszta. Zrozumiałam, że jestem głupia. Zainwestowałam w tego bloga, siedziałam nocami i konfigurowałam wszystko sama, z noworodkiem na ręku pisałam pierwsze wpisy i wściekałam się, że wszystko jest nie tak jak trzeba, a na koniec wszystko walnęłam w cholerę, bo ktoś stwierdził, że to głupia zabawa i powinnam się wziąć do prawdziwej pracy.

Dziękuję za cudowną radę. Serio. Dzięki niej jestem już bardziej niż pewna, że robię dobrze i jestem coraz bardziej odporna na „obiektywne” oceny mojej pracy. Jestem pewna, że wracam do gry.