Ona, Podróże

Patrz w lusterka! WŁOSI są wszędzie!

Wszyscy wiedzą, że Włochy to urocze, ale WĄSKIE uliczki. Jednak okazało się, że to nie jedyne co cię może tam zaskoczyć.

Wyjeżdżając na wakacje musimy podjąć cały szereg decyzji organizacyjnych. No, chyba, że stawiasz na all inclusive i wycieczki fakultatywne, to logistykę możesz sobie odpuścić. Ale jak już pewnie wiesz, takie wyjazdy nie są dla nas. My potrzebujemy czuć swobodę i mieć możliwość przemieszczania się na własną rękę, bez żadnych ograniczeń. Dlatego przy wyborze wakacji widziałam tylko dwie możliwości, czyli wybranie się do dużego miasta, skąd będziemy mieli dobre połączenia pociągiem czy komunikacją miejską lub bardziej zaciszne miejsce, ale z wynajętym samochodem. No i oczywistym było, że w wakacje chcę być jak najdalej od dużych, zatłoczonych miast, więc od razu padło na

Samochód

Dwójka dzieci i ciężarna, a do tego bagaże nie są najlepszym zestawieniem do podróżowania komunikacją. Do tego, po naszych ubiegłorocznych doświadczeniach z wynajęciem samochodu na trzy dni, byliśmy pewni, że potrzebujemy swobody w poruszaniu się po Sycylii przez cały czas. Nawet drogę z i na lotnisko przejechaliśmy sami, rezygnując z transferu, który nam przysługiwał. Zresztą zniosłabym jajko z moimi dziećmi przez dwie godziny w autokarze.

Samochód zarezerwowaliśmy przez dość znanego pośrednika, jeszcze w Polsce i na miejscu tylko odebraliśmy kluczyki i ruszyliśmy.

Do hotelu jechaliśmy autostradą, więc nie było źle, chociaż nieco stresowali mnie kierowcy jadący 140 km/h i zjeżdżający notorycznie na mój pas. Potem okazało się, że to jest norma, a Sycylijczycy znaki drogowe i namalowane pasy traktują wyłącznie jako sugestię a nie nakaz jazdy.

Wąskie uliczki

Niby wszyscy wiedzą jak wyglądają wąskie, włoskie uliczki, ale w rzeczywistości spodziewamy się, że te zdjęcia pokazują prędzej deptaki czy trasy skuterów niż normalne ulice. My też tak myśleliśmy i bardzo szybko przekonaliśmy się w jakim błędzie jesteśmy, kiedy nawigacja wyprowadziła nas w niewielkim miasteczku, około 15 minut drogi pod górę, ulicą tak wąską, że pewnie nawet nie udałoby mi się otworzyć drzwi. Zabawnie się zrobiło, kiedy dalej nie dało się za bardzo jechać, a M. musiał jakoś zawrócić. Ok, zabawnie było mi, bo w takich sytuacjach na ogół zaczynam się śmiać… mojemu mężowi do śmiechu nie było.

Za drugim razem było już nam obojgu wesoło, kiedy w zatłoczonym Palermo wrąbaliśmy się w jednokierunkową uliczkę, na której dodatkowo poustawiane były stragany z garnkami, piecami do pizzy i innymi akcesoriami, których potrzebuje każda szanująca się pizzeria, ale niekoniecznie zagraniczny kierowca na swojej drodze. Wtedy dopiero zrozumiałam jak beznadziejne są czujniki parkowania, które mało nie rozsadziły nam uszu przez te przeklęte stragany.

I mimo lekkiego stresu, a wyobraź sobie, że ja na ogół jestem wyluzowana w takich sytuacjach, daliśmy radę. Zresztą i tak okazało się, że to nie uliczki są najgorsze, a sami kierowcy.

 

włoskieuliczki01

Jak jeżdżą Sycylijczycy?

Zobrazuję ci to w bardzo prosty sposób… wyobraź sobie, że jakieś 90% samochodów, które widzieliśmy było porysowanych, wgniecionych albo w inny sposób uszkodzonych. Sycylijczycy nie są uczestnikami ruchu, oni JADĄ i to jest najważniejsze.

Wjeżdżanie pod koła, wymuszanie pierwszeństwa, niestosowanie się do znaków, jechanie na czołówkę, wyprzedzanie w niedozwolonych miejscach, ustawianie się dwóch lub trzech (!) rzędów samochodów na jednym pasie… to tylko niektóre z rzeczy, z którymi spotkaliśmy się na drodze. Na drodze panuje chaos i totalne wyluzowanie i o ile ja uwielbiam luz, który panuje wśród kierowców w Grecji, o tyle tutaj były momenty, kiedy stresowałam się nie na żarty.

Ciekawą sprawą, którą powinien wiedzieć KAŻDY przed wyjechaniem na Sycylijskie drogi, jest to, że miganie długimi światłami oznacza coś zgoła innego niż u nas. W Polsce, kiedy migamy długimi do kierowcy, który jest na przeciwko nas, oznacza to, że go wpuszczamy. Na Sycylii ten sam sygnał oznacza „z drogi! jadę!”, czyli coś zupełnie odwrotnego. Lepiej mieć tego świadomość zanim postanowimy takiemu migającemu Sycylijczykowi wjechać pod koła.

 

włoskieuliczki02

Czy to źle?

Sposób jazdy na tej pięknej, włoskiej wyspie jest zwariowany, ale my przyzwyczailiśmy się bardzo szybko. Do tego stopnia, że już w Warszawie musiałam przypominać Markowi o zasadach ruchu drogowego.

Tutaj panował totalny chaos. Nikt się nie przejmował tym jak jechał, po prostu jechał i mimo, że Sycylijczycy są na drodze wariatami, to jest w tym wariactwie coś prawdziwie włoskiego, to nieprzejmowanie się wszystkim dookoła. I choć niejedną osobę tutejsi kierowcy wprowadzą w stan przedzawałowy to jest to na swój sposób dość urokliwe, że włosi są wyluzowani w każdej strefie swojego życia.. nawet na drodze.

Poprzedni post Następny post

Podobne posty