Oni do reszty zwariowali!

500 złotych na dziecko? Likwidacja gimnazjów? Czy oni na głowę upadli?

Dzisiaj napiszę wam kilka słów o polityce. Ale spokojnie, tylko kilka, bo nie o polityce jest będzie ten wpis.

Zawsze jest tak, że tuż po wyborach najbardziej narzekają ci, których partia nie wygrała. Co ciekawe, zaczynają narzekać jeszcze zanim realnie rząd się zmieni. Nie wierzysz? Pomyśl, ile razy już słyszałaś o planach, projektach i przyszłych ustawach PiSu? A co oni do tej pory zrobili? Absolutnie nic. Jeszcze nawet nie utworzyli rządu, co realnie oznacza jedno, jeszcze nie rządzą w Polsce. Ale oczywiście opinia publiczna postanowiła postawić na nich krzyżyk i ocenić wszystkie nieistniejące, jak dotąd, projekty. Najbardziej kontrowersyjne okazały się pomysły dawania rodzinom 500 złotych na każde dziecko oraz likwidacja gimnazjów. Ja postanowiłam dowiedzieć się więcej na temat skutków powrotu do starego systemu nauczania. Przeszukiwałam stare ustawy, jakieś badania o wynikach w nauce kiedyś i teraz i nie wyszło z tego absolutnie nic. Kiedyś były zupełnie inne realia i porównywanie tego mija się z celem.

Jak się pewnie domyślasz, nadal nic nie wiem. I nie jestem w stanie powiedzieć, czy to dobrze, że jest gimnazjum czy lepiej by było bez niego. Jako matka się cieszę.  Nie wiem po co dzieciom te wszystkie egzaminy, zmiany otoczenia, nauczycieli, budynków. Myślę, że to niepotrzebny stres i wprowadzanie kolejnych sprawdzianów umiejętności na siłę. Szukałam jeszcze merytorycznego potwierdzenia swojego zdania i poszukiwania zaprowadziły mnie do tajnej fejsbukowej grupy nauczycieli. Ale ciii…! Bo jest tak tajna, że wyrzucają z niej za przejaw jakiegokolwiek buntu lub próbę wyniesienia poza grupę faktu, że uczniów nazywają gimbazą 😉

I tam to dopiero mnie przytkało. Co było jasne, planowane zmiany w systemie edukacji nie schodzą ludziom z ust, nauczyciele są ewidentnie przerażeni. Czemu? Ano z powodów przecież oczywistych, bo (a) stracą pracę, (b) co zrobić z pustymi budynkami po gimnazjach, (c) a skąd na to kasa? Ja pierdzielę, serio? Czy to są jedyne argumenty, które interesują nauczycieli? A co z uczniami?

Wiem co powiedzą zaraz obrońcy nauczycieli: „Przecież nie wszyscy są tacy sami”, „To tylko część nauczycieli”, „Martwią sie o pracę”. Jasne, tylko, że w grupie 6100 nauczycieli NIKT nie napisał nic o uczniach. Jasne, niech się martwią o siebie, ale mnie interesuje co z moim dzieckiem? Szkoła ma obowiązek dbać o uczniów, o dzieci, bo dla nich istnieje, nie dla nauczycieli. To trochę tak, jakby lekarze nie chcieli pozwolić na wprowadzanie nowej, innowacyjnej metody leczenia, bo lekarze stracą pracę. Co z tego, że ludzie giną, pacjenci latami czekają na leczenie? Przecież zmiany spowodują utratę stanowisk, puste sale, problemy z NFZ. Absurd, no nie? A przecież z reformą szkolnictwa jest to samo, ktoś ma nowy pomysł, więc trzeba go zbadać, sprawdzić jakie korzyści przyniesie dla uczniów (nie dla nauczycieli czy dla budżetu państwa!) i jeśli jest to dobra zmiana dla naszych dzieci, to co mnie, jako rodzica, obchodzi cała reszta? Posyłając dziecko do szkoły chcę, żeby było jak najlepiej i rozsądniej uczone, nie chcę, żeby to ono musiało znosić gorszy system, bo ktoś straci pracę. No, nie tedy droga. Zresztą, jakim cudem wszyscy nagle stracić pracę? Bo skasują jeden rok nauki? Nie sądzę.

Mnie, jako nauczyciela, przeraża to okrutne samolubstwo, panujące wśród niektórych osób pracujących w szkołach. Gdzie podziała się misja, bycie nauczycielem z powołania i myślenie o dobru ucznia, nie o swoim tyłku i wypłaconej na czas 13-tce? Ten wpis nie ma na celu demonizowania zawodu nauczyciela, ten wpis jest wołaniem rodzica o normalne, merytoryczne podejście do tematu, o nieroztrząsanie sprawy w kontekście budżetu czy praw nauczycieli, bo nie oni są w tej sprawie najważniejsi. Jako rodzic i nauczyciel jestem za zlikwidowaniem gimnazjów, jeśli to ma się przyczynić do poprawy edukacji. A czy poprawi? Czekam na odpowiedź na to pytanie od kiedy pojawił się w ogóle temat zmian. I jak do tej pory nikt nie potrafi udzielić na nie odpowiedzi. A to ono powinno przesądzać o zmianach, a nie ich finansowanie czy zmiany w zatrudnieniu.

  • System edukacji jest już tak „zepsuty”, że sama się zastanawiam czy likwidacja gimnazjów coś zmieni 😉 Ale cieszę się. Ich wprowadzenie moim zdaniem było dużym błędem. Dziękuję Ci za ten głos Nauczycielko <3