Od jutra NIE ćwiczę

Ja, mata, Mel B i dwójka dzieci. To nie mogło się dobrze skończyć.

 

Kiedy zostajesz matką, twoje dziecko początkowo absorbuje cały twój wolny czas. Nie przejmujesz się bałaganem, nieugotowanym obiadem czy kilkoma dodatkowymi kilogramami. Niestety przychodzi w końcu taki moment, absolutnie nieunikniony, kiedy stajesz nago przed lustrem. Nawet jeśli zdarzyło ci się to przypadkiem i próbujesz jak najszybciej wymazać ten obraz ze swojej pamięci (jeśli masz inaczej to zazdroszczę!), to i tak wtedy mierzysz się z brutalną prawdą – czas zacząć ćwiczyć!

Potem przychodzą nasze ukochane wymówki. „Karmię piersią, więc bez diety to nie ma sensu i tak nie schudnę”, „Nie mam czasu, moje dziecko go pochłania”, „Nie mam siły, ono nie śpi w nocy”. Nie martw się, one też znikają, najszybciej dzięki terapii szokowej. Wystarczy poza oglądaniem się w lustrze wejść na wagę i zmierzyć wszystkie części ciała centymetrem krawieckim. Wierz mi, kiedy zobaczysz, że obwód twoich bioder jest o 20 centymetrów większy niż kiedykolwiek, wtedy już żadna wymówka cię nie przekona.

Dlatego w końcu wstajesz rano o zabójczej porze, czyli o godzinie 6ej. A nie, czekaj, codziennie tak wstajesz. Rozkładasz matę, kładziesz obok siebie dziecko obładowane zabawkami, włączasz płytę i zaczynamy! To nic, że nie potrafisz wykonać połowy ćwiczeń. To nic, że trener podnosi nogę do góry, a twoja zwisa bezwładnie gdzieś w okolicy podłogi. To nic, że całą energię poświęcasz na to, żeby co chwilę odsuwać łapiącego cię za nogę sprawcę twojej nadwagi. To nic, bo możesz zrobić rzecz o wiele gorszą, możesz narazić swoje ciało na dwa dni katuszy wstając zbyt gwałtownie podczas rozciągania.

Tak, to cała ja. Od dwóch dni ledwo się ruszam, a wszystko to za sprawą dwójki dzieci, która podczas gdy ja rozciągałam łydki w pozycji maksymalnego skłonu do ziemi, postanowiła pobić się o drewniany klocek. Normalnie bym to olała, ale (a) niewiele brakowało, żeby zaczęli w siebie rzucać tym klockiem, a raczej Olczysław w małego i (b) Karlson ma dopiero pół roku, trzeba go czasem bronić. Dlatego zerwałam się gwałtownie i pobiegłam ratować mego pierworodnego syna… I wtedy właśnie zrozumiałam, dlaczego podczas rozciągania trzeba wszystko robić powoli. Moje biodro (tak, biodro!) zostało brutalnie naciągnięte podczas nagłego prostowania się.

Od dwóch dni boli i ledwo się ruszam.

Więcej nie ćwiczę z dziećmi … no chyba, że je przywiążę do krzeseł.