Masz to na co się godzisz

Myślę, że najwyższy czas, żeby ktoś powiedział o tym głośno. Bo niestety, często same jesteśmy sobie winne.

Po sieci rozszedł się filmik „Moja żona nie pracuje”, który pokazuje rozmowę pomiędzy mężem a psychologiem. Cała puenta jest taka, że żona zasuwa jak mały helikopter w domu, z dziećmi, z obiadem i sprzątaniem i w sumie szkoda, że jeszcze nie chodzi do pracy gdzieś w przerwie pomiędzy karmieniem a przewijaniem niemowlaka. Za to mąż wraca z pracy i jest zmęczony i generalnie chyba nie robi zupełnie nic. Na koniec opis filmu grzmi „KAŻDY powinien okazywać wdzięczność dla kobiet”. No i wszystko fajnie, tylko ja się z tym nie zgadzam.

Przede wszystkim to zacznę od tego, że samo sugerowanie, iż stwierdzenie „moja żona nie pracuje” jest błędne to coś absurdalnego. Siedzenie w domu z dziećmi nie jest pracą. Praca to są jakieś nasze obowiązki, które wykonujemy w określonych godzinach i za to dostajemy kasę. Nie widzę w tej definicji miejsca na to, co robimy siedząc w domu. Jasne, to jest często harówa, ale na pewno nie praca. Przedstawiony film niesie za sobą kolejne sprzeczne informacje właściwie z każdą kolejną minutą. No bo skoro ten mąż tak bardzo nie zauważa i nie docenia jej obowiązków w domu, to skąd wie co ona robi podczas jego nieobecności. Mój mąż, mimo że często się tym interesuje, to i tak nie ma pojęcia o tym co robię, kiedy on jest w pracy, a już na pewno nie wie w jakiej kolejności wykonuję te rzeczy. No ale ok, powiedzmy, że film został specjalnie przerysowany.

Nie chcę jakoś przesadnie bronić mężczyzn, bo różne są historię, ale zauważyłam pewną nagonkę na nich pod tytułem „faceci to nie wiedzą jak my się męczymy”. Nawet sam opis filmu wskazuje na to, że zajmowanie się domem i dziećmi jest mistrzostwem świata, no ok może i jest, ale ciekawa jestem czemu praca zawodowa i utrzymanie rodziny jest mniej ważne. Bo wiesz, w dzisiejszych czasach, żeby kobieta mogła siedzieć w domu i zajmować się dziećmi to jej mąż musi nieźle się naharować i na to zarobić. O tym już nie mówi nikt. Mężczyzn nie docenia się za to, że chodzą do pracy, utrzymują rodzinę, po powrocie znajdują czas na zabawę z dziećmi, na rozmowę z żoną czy nawet na pozmywanie naczyń po kolacji. I nie twierdzę, że za to należy im się medal, bo to są NORMALNE obowiązki dorosłych ludzi, którzy mają dzieci. Nie rozumiem jedynie, czemu te obowiązki pokazuje się jako nie byle jaki wyczyn, jeśli robią to kobiety, a faceci niech nie przesadzają, bo to nic trudnego. Ja wiem, że to zabawne, że lubimy się przekonywać o tym, że jesteśmy takie wspaniałe i bierzemy wszystko na siebie, no ale to chyba nie do końca jest tak.

Najwyższy czas stanąć prawdzie w oczy. Kochana, jeśli robisz wszystko w domu sama i harujesz jak wół, a twój mężczyzna siedzi w fotelu i odpoczywa po ciężkim dniu w pracy, a wiadomo, że każdy będzie ciężki jeśli nagrodą jest fotel i brak roboty w domu, to jest to tylko i wyłącznie na twoje życzenie. Nie licz na to, że on się czegokolwiek domyśli. My, kobiety lubimy robić z siebie cierpiętnice. Zasuwamy w domu, przy dzieciach, w pracy i nie wiadomo przy czym jeszcze i tylko ciężko wzdychamy licząc na to, że ON się w końcu domyśli, że ma podnieść tyłek i spytać czy może nam pomóc. Ale on tego nie zrobi. Bo jeśli wie, że dasz mu spokój i zrobisz wszystko i tak sama, to po jakiego grzyba ona ma wstawać i się męczyć?

Mężczyźni są niedomyślni, a ich mózgi pracują w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały (a to podobno kobiety ciężko zrozumieć) i dlatego musisz ROZMAWIAĆ. Tak, to jest recepta na wszystko. Bo czy to nie jest najprostsza rzecz, jeśli powiesz mu zwyczajnie, że jesteś zmęczona i chcesz, żeby ci pomógł? Albo jeśli razem ustalicie obowiązki każdego z was. W każdej rodzinie potrzebny jest kompromis. Nie niewolnicza praca żony, nie mąż który przejmuje po pracy dzieci podczas gdy ty znikasz na całe popołudnie, ale kompromis. I na prawdę, uwierz mi, że twój mąż nie chce cię wykorzystać i nie będzie ci robił na złość albo tupał nogami jak małe dziecko, bo on się już 8 godzin napracował. Nie sądzę.

Wkurza mnie to, z pozoru zabawne, ale niesamowicie idiotyczne robienie z facetów nadętych dupków, którzy nie doceniają żony i jej wysiłku, a na dodatek nie kiwną w domu palcem. Jeśli serio są tacy faceci, to może czas na poważne zmiany w ich życiu… na początek proponuję tydzień sam na sam z dziećmi w domu, to trochę zmieni w ich głowach.

Znam bardzo dużo mężczyzn, którzy pracują, a po pracy wracją do domu i spędzają czas z rodziną, a co więcej są pełni podziwu dla swoich żon, bo wiedzą jak ciężko momentami jest zajmować się dziećmi, domem i często jeszcze jakąś pracą. Jest dużo mężczyzn, którzy robią tyle samo co ich żony (albo nieco mniej). Jest dużo mężczyzn, którzy potrafią sprzątać, gotować i zajmować się dziećmi, a ich żony mają czas na wyjścia z domu bez asysty.

„KAŻDY powinien okazywać wdzięczność dla kobiet”. Niby racja, ale patrząc na takie apele i komentarze pod nimi, ja jestem wdzięczna mojemu mężowi, za to co robi. Za to, że ja mogę (bo chcę) być w domu z dziećmi. Za to, że on pracuje na nasze wakacje, ubrania, jedzenie i wszystkie inne wydatki. Za to, że on również sprząta, czasem gotuje i przede wszystkim jest RODZICEM, który potrafi zostać z dziećmi, wykąpać je, przebrać czy dać im jeść. Nie pomaga mi w domu, a też zajmuje się domem. A ja nie jestem uciemiężoną kobietą, której nikt nie docenia. Nie potrzebuję wdzięczności, bo SAMA jestem z siebie dumna i nie potrzebuję dodatkowego padania przede mną na kolana. To jest sposób życia, który obydwoje wybraliśmy.

Serio, masz to co sama wybrałaś, na co się zgodziłaś.

  • ania_d

    o wlasnie! ostatnio byla na facebook dyskusja na ten temat. same sie zgadzamy na takie traktowanie, ze potem chlop odchodzi a kobieta 10 lat siedziala w domu,nic nie umie i nic nie ma.
    my mamy podzial obowiazkow. ja pracuje wiec nie ma innego wyjscia. obydwoje wracamy z pracy popoludniu, corke bierzemy z przedszkola i sie dzielimy, jedno robi jedzenie i myje dziecko, drugie bawi sie z dzieckiem, potem sprzata po jedzeniu. wszystko jest do dogadania.

    • Aga

      No i o to chodzi! Żeby nie brać na siebie wszystkiego, bo „jestem kobietą” tylko się dogadać.