Mamo! Jest plan dnia.

Ostatnie tygodnie w naszym domu panował totalny chaos. Dlatego postanowiłam to zmienić i wprowadziłam pewien plan… i wiesz co? TO DZIAŁA!

Nie lubię niczego planować. Samo ślęczenie nad kartką i wypisywanie tygodniowej listy zakupów to dla mnie katorga. Na prawdę podziwiam te wszystkie mamy, które są zorganizowane, a każdą minutę wciągu dnia mają zaplanowaną i przemyślaną, do tego jedzenie pomrożone i gotowe do odgrzania bez zbędnego marnowania czasu na gotowanie i w dodatku poświęcają całe godziny na zabwę z dziećmi. Ja tak nie potrafię. Uwielbiam spontaniczność, a w sumie jeszcze bardziej nic nie robienie.

Powiem ci, tak szczerze, że czas na leżenie na kanapie przy dwójce dzieci jest bardzo mocno ograniczony. O ile kiedy obieram ziemniaki czy zmywam naczynia, moje dzieci potrafią pobawić się same, to kiedy zobaczą mnie leżącą bezczynnie na kanapie, od razu wpada im to tej malutkiej głowy pomysł, żeby moje błogie lenistwo zywczajnie przerwać. Na ogół wystarczy lekko przymknąć oczy i słyszy człowiek krzyk nad uchem „MAMAAAA STAWAJ JEST DZIEŃ!!!!!” Hmmm… serio? Nie wpadłabym na to.

Przez długi czas nasze dni były chaotyczne i nieprzemyślane. W efekcie dzieci ciągle jęczały i nie wiedziały co robić, ja marnowałam czas, a mój mąż dostawał świra po pracy i pośród jęków, a także braku pomysłu na to co robić z chorymi dziećmi w domu, niecierpliwie odliczaliśmy minuty do 20ej. Pod koniec dnia wszyscy mieliśmy dość i czuliśmy, że zmarnowaliśmy kolejny dzień na nic nie robienie.

Przyznaję, że przeszło mi przez myśl jakoś ten nasz dzień zorganizować, ale jak już ci wspomniałam nienawidzę tego robić. Dlatego długo przed tym uciekałam. W końcu czarę przelały godziny snu naszych dzieci, które nauczone chodzić spać po 19ej i wstawać najwcześniej o 6ej rano, nagle nie mogły do 22ej zasnąć i budziły się czasem o 4ej. Tego było za wiele! Sen jest dla mnie sprawą świętą i od momentu pojawienia się dzieci bardzo tego pilnuję, żeby nie zaburzały ani nam ani sobie miłego wieczoru i całej nocy.

Pewnego dnia wzięłam kartkę i zwyczajnie spytałam moje dzieci co lubią robić w ciągu dnia. Jak się domyślasz Karol jedyne co miał mi do powiedzenia to było „Miki” (uwielbiają myszkę Mickey), więc szybko wykluczyłyśmy go z dalszego procesu planowania, bo cały dzień musiałabym im puszczać bajki. Ola była nieco bardziej kreatywna i ustaliłyśmy, że lubi kiedy my jej czytamy, lubi malować, bawić się ciastoliną, oglądać bajki i budować dom z klocków Lego. Ja od siebie dodałam spanie, mycie i jedzenie i wyszedł nam genialny plan dnia!

 

plan_dnia-jp

 

Co jest w naszym planie?

-> 1 bajka

Jedna, jest tu kluczowe. Rano dzieci mogą obejrzeć jedną bajkę, a ja mam czas na ubranie się, przygotowanie im ubrać i zrobienie śniadania. To tutaj na naszej liście wylądował Miki.

-> śniadanie

Śniadanie jemy razem, bez telewizora i innych rozpraszaczy w postaci mojego smartfona. Po śniadaniu idziemy myć ręce i zęby i dzieci się ubierają.

-> zabawa, malowanie, granie*

Ogólny czas na robienie tego na co mają ochotę. Rysujemy, lepimy, kolorujemy, budujemy albo bawimy się.

-> spacer *

Po zabawie idziemy na spacer. Zawsze staram się wyjść na tyle wcześnie, żeby nie wpaść w porę drzemki Karola. Kiedyś śmiałam się z ludzi, którzy mówili, że nie chcą żeby ich dziecko spało na spacerze… dzisiaj jestem jedną z nich. Sen na spacerze oznacza zero czasu na zrobienie czegokolwiek w domu.

-> zupa*

Niestety, wraz z pójściem Oli do przedszkola, musiałam zacząć gotować zupy. Fakt, że dzięki temu Karol dłużej śpi w dzień i nie budzi się głodny po drzemce. Co nie zmienia faktu, że nie lubię robić zup, dlatego na ogół gotuję jej dużo i starcza na 3 dni.

-> drzemka (najpóźniej o 12:30)*

Po jedzeniu czas na drzemkę. Moje dzieci idą grzecznie spać, a ja mam czas na siedzenie przy komputerze, sprawdzenie maili, poczytanie książki czy po prostu odpoczynek. Najważniejsze jest to, że podczas ich spania nie robię nic związanego ze sprzątaniem, praniem czy gotowaniem ani innymi obowiązkami domowymi. To czas dla mnie i już. W sumie tego wymagała sytuacja, w 6 miesiącu ciąży ciężko jest już zasuwać na pełnych obrotach przez cały dzień. Dlatego drzemka dzieci jest dla mnie czasem świętym.

-> obiad*

Obiad na ogół wstawiam wcześniej, w trakcie zabawy lub jedzenia zupy, ale zdarza się też, że jeśli to coś szybkiego to robimy to razem, po wstaniu dzieci. Kiedy obiad jest gotowy, na ogół tata wraca już z pracy i udaje się nam zjeść go razem.

*Przedszkole – wszędzie gdzie jest gwiazdka, oznacza to, że w tygodniu w tym czasie Ola jest w przedszkolu. Musiałam jej dokładnie zaznaczyć, w czym będzie brała udział przed i po przedszkolu, a co ją w tygodniu ominie.

-> deser

Najbardziej wyczekiwany w ciągu dnia moment. Zawsze po obiedzie jemy deser. Ustaliliśmy, że deser jest słodki (nie to co kanapki na podwieczorek w przedszkolu), ale jest go niewiele. Deser dzieci dostają bezpośrednio po obiedzie, więc nawet nie ma szansy, że objedzą się lodami czy czekoladą.

-> zabawa

Ta zabawa jest nieco inna niż poranna, bo dołączają rodzice. Nie jest to ulubiona pora dnia dorosłych, ale trudno. Musieliśmy wygospodarować trochę czasu dla dzieci, a one są zachwycone i na ogół wyciągają najgorsze dla rodzica pomysły na zabawę, takie jak czytanie w kółko tej samej książki, budowanie domu z klocków Lego albo rysowanie.

> kolacja

Kolację jemy w okolicy 18:30, tzn. dzieci jedzą, nie my.

-> kąpiel

Po kolacji czas na toaletę, czyli kąpiel, mycie zębów, czesanie włosów, smarowanie i wyciszenie się przed snem.

-> czytanie bajek i spanie

Najpóźniej o 20ej dzieci lądują w łóżku i wybierają bajkę na dobranoc, a my im ją czytamy. Najczęściej kończy się na oczach kota ze Shreka i błaganiu o „tsi bajećki”, a po 3 przeczytanych bajkach gasimy światło i idziemy spać. Na razie kładziemy się z Karolem, a Ola leży w tym czasie sama i czeka, aż brat zaśnie i przyjdziemy do niej (i skubana nigdy nie zasypia w tym czasie!). Pracujemy nad tym, żeby zasypiali sami… ale, no właśnie, jeszcze pracujemy.

Po co mi ten cały plan?

Nie będę już kolejny raz pisać, jak bardzo nie lubię trzymać się jakiegoś określonego planu. Jednak, taka organizacja dnia sprawdziła się u nas doskonale! Dzieci wiedzą co je czeka, jaki jest kolejny punkt dnia i trochę chyba unormowało się Oli poczucie czasu. Największym szokiem było dla mnie to, kiedy Ola obejrzała jedną bajkę i ku mojemu zdenerwowaniu (myślałam, że zdrzemnę się na kanapie) wyłączyła telewizor, wzięła kartkę, która wisi na naszej lodówce i przyszła z nią do mnie mówiąc: „Mamo! Jest plan dnia, jedno bajećke była, telaz danko”.

Zapisanie planu dnia razem z dziećmi pomaga nam w przetrwaniu dnia, bo oni robią to co im sprawia przyjemność, ale mają świadomość pewnych obowiązków. Od kiedy plan zawisł na naszej lodówce, ani razu nie usłyszałam płaczu, że nie chcą teraz jeść albo się myć i co najważniejsze, idą grzecznie do łóżek, bo w planie jest tak napisane.

Do niedawna byłam sceptycznie nastawiona do takiego planowania czasu dziecka, ale po dwóch tygodniach widzę jak to świetnie się przyjęło w naszym domu i pozwala dzieciom czuć się pewniej, bo dzieci wbrew pozorom nie bardzo lubią być zaskakiwane.