Małżeńskie przypadki

Byliśmy całkiem niedawno z wizytą na cmentarzu. To właśnie tam, przy jednym z grobów rozegrała się scena, która obudziła drzemiący głęboko we mnie szowinizm.

Przy grobie stała ona, starsza pani w berecie, jej drobne ciało tonęło skrywane długim i ciężkim płaszczem. Kobieta sprzątała grób, powoli i z niesamowitą starannością wyrywała rosnące na nim chwasty. Potem wyjęła z foliowej torebki trzy duże znicze i ustawiła je na grobie. Właściwie to ustawiała, ciągle od nowa, bo nad nią stał jej mąż, starszy pan w eleganckim płaszczu. I ciągle coś mu nie pasowało, krzyczał na nią, że źle ustawia, że krzywo, a on mówił, że te znicze są do dupy. Jego krzyki przyciągały spojrzenia oburzonych przechodniów, a staruszka nic nie mówiąc układała te znicze od nowa licząc na to, że w końcu zrobi to dobrze. Jej wzrok był spuszczony, upokarzało i raniło ją każde jego słowo. Wykrzykiwał, że wszystko źle robi, że wszystko psuje, że gdyby dała jemu zdecydować to grób wyglądałby lepiej. Sam nie kiwnął palcem, tylko stał nad biedną kobieciną jak nad swoim podwładnym i wydawał polecenia.

Pewnie teraz sobie myślisz, że to cham, dupek. Kobieta powinna rzucić mu tym zniczem w twarz i odejść. Co za poniżenie! Jak tak można?!

I masz świętą rację, ale w tej historii jest coś nieprawdziwego. To mąż był z małżonków, które skulone ustawiało znicze na grobie. To właśnie ta wątła, mała kobietka darła się na cały cmentarz, że on się do niczego nie nadaje. Kiedy w końcu on spełnił jej „żądania” poszli do samochodu, a ona całą drogę robiła mu wyrzuty.

Przyznasz, że gdyby historia była od początku opisana prawdziwie Twoja reakcja byłaby inna. Większość kobiet w takiej sytuacji myśli: „Na pewno coś zrobił i dlatego ona była taka zła”, „Pewnie miała okres, to dlatego miała zły humor”. Hmmm…serio? To jest coś, czego w tym całym feminizmie nie ogarniam ani trochę. Ok, kobiety mają być traktowane na równi, nie mogą być poniżane, traktowane jak gorsze i tak dalej. Zgadzam się. Ale dlaczego nie działa to w drugą stronę? Mąż też człowiek i nie wyobrażam sobie, żeby go tak poniżać publicznie.

Jest jeszcze jeden fakt, który kompletnie zmyśliłam – „spojrzenia oburzonych przechodniów”. Może gdyby panem kierownikiem wydającym polecenia był mężczyzna, to pojawiliby się oburzeni przechodnie. Ale, że mieliśmy do czynienia z szanowną panią kierownik, nie oburzył się nikt! Mężczyźni patrzyli współczującym wzrokiem w stylu: „jesteśmy z Tobą bracie”, a twarze kobiet zdawały się mówić „pewnie mu się należało”.

Biedni są ci mężczyźni, muszą brać na klatę każdy nasz zły humor, kaprys, niezadowolenie. I lepiej, żeby to robili z uśmiechem na ustach, bo inaczej uwolnią Krakena.