Kochanie, nie kłóćmy się przy dzieciach

Chyba każdemu z nas, przeszło to kiedyś przez myśl, albo nawet powiedział to głośno, że przy dzieciach nie należy się kłócić. Cóż…bullshit.

Jeśli właśnie zastanawiasz się nad tym, czy wy w ogóle się kłócicie, to nie jest to tekst dla ciebie, chociaż szczerze wątpię, że tak jest. Nie ma chyba ani jednej pary na świecie, która by się nie kłóciła. Niektórzy próbują sobie (albo innym) wmawiać, że żyją w pełnej zgodzie. Niektórzy też wierzą w to, że brak awantur jest wyznacznikiem szczęścia w związku. Nic bardziej mylnego.

 

Po co nam te kłótnie?

Kiedy dwoje ludzi żyje razem, podejmuje wspólne decyzje, wychowuje dzieci, to szansa na to, że będą mieli w każdej kwestii takie samo zdanie, jest równa zeru. Jakoś dogadać się trzeba, stąd rodzi się między nami tyle konfliktów, które bardzo często tyczą się drobnych, głupich i nic nie znaczących spraw, na przykład tego kto wyniesie śmieci. Wierzcie mi, że o wynoszenie śmieci można się kłócić w nieskończoność, mimo, że masz świadomość jakie to cholernie głupie.

Czy nie można wspólnie i na spokojnie wypracowywać kompromisów w życiu codziennym, bez zbędnych emocji? Ano można, tak samo jak można uprawiać seks pod kołdrą, przy zgaszonym świetle – bez zbędnych emocji. Ale po co? I kto powiedział, że te emocje są zbędne? Zawsze, po pewnym czasie, pojawiają się w nas negatywne emocje wobec drugiej osoby, a kłótnie pozwalają nam na pozbycie się ich i oczyszczenie atmosfery między nami. Zresztą to, że się kłócimy, jest dobre, o wiele lepsze niż „ciche dni”, bo znaczy, że chcemy ze sobą rozmawiać, że zależy nam na sobie nawzajem. I dzieci muszą to też widzieć.

Jasne, są kłótnie i KŁÓTNIE. I wyjaśnijmy sobie jedno, o ile możemy sprzeczać się w obecności dzieci, o tyle absolutnie nie możemy rzucać talerzami, wyzywać się czy popychać. Przepełnione agresją awantury nigdy nie będą niczym dobrym dla naszych dzieci i dla nas zresztą też. Proste?

 

Najważniejsze na koniec

Uwaga, bo teraz będzie rzecz najistotniejsza. Dzieci muszą widzieć nie tylko to, jak się kłócimy, ale przede wszystkim to, jak się GODZIMY. Słuchanie wyłącznie kłótni może być dla dziecka traumatyczne i niezrozumiałe. Małe dzieci, często tworzą sobie, w swojej głowie, niestworzone scenariusze, na przykład rodzice kłócą się o to, że są spóźnieni na wizytę u znajomych, a dziecko myśli, że się rozwiodą. Tak wiem, specjalnie przejaskrawiam, ale dziecięca wyobraźnia jest bardzo bujna i na to trzeba uważać. Kiedy jednak dbamy o to, żeby dziecko widziało to, że się przepraszamy, kłótnia o błahostki przestaje być dla dziecka końcem świata (a wierzcie mi, ze często jest). W ten sposób przekazujemy naszemu dziecku bardzo prosty komunikat: jesteśmy słabi, często się kłócimy czy oskarżamy, ale widzimy swój błąd i potrafimy przeprosić. Uczymy w ten sposób nasze dziecko naturalnych zachowań w relacjach międzyludzkich.

My zaczęliśmy zwracać na to uwagę dość późno. Kłóciliśmy się przy dzieciach, a potem, kiedy one poszły spać, rozmawialiśmy o tym co było i godziliśmy się. I to jest słabe. Dzieci nie do końca potrafią zrozumieć, dlaczego rodzice wieczorem byli na siebie źli, a rano jest wszystko ok. Dzieci muszą mieć jasny i prosty przekaz. A naszym zadaniem jest im to zapewnić.