Kiedy narodziny dziecka nie cieszą.

Długo zastanawiałam się czy pisać o tym wszystkim. To jest temat bardzo trudny, ale ważny z punktu widzenia świadomości tego, co się z nami dzieje.

Od kilku dni chodzę całkowicie struta. Jesień jest najstraszliwszą porą roku i wcale nie kojarzy mi się z pięknymi obrazami brązowo-złotych liści przez które delikatnie padają promienie słońca. Nie kojarzy mi się z długimi spacerami, pięknymi i ciepłymi swetrami ani niczym co mogłoby być pozytywne. Żyjemy w Polsce, a tutaj jesień to ulewy, błoto i pizgający w każdą stronę wiatr, przez który 10 stopni, które widnieją na termometrze odczuwasz jak przymrozki. Jesień to też czas lodowatej podłogi w domu, ciągłego picia herbaty, żeby się rozgrzać i siedzenia pod kocem. O ile oczywiście nie masz dzieci, bo wtedy herbatę pijesz zimną, a koc leży na ziemi, bo właśnie ktoś postanowił odegrać na nim piknik.

Nie mam nastroju do pisania, do włączania telewizora, czytania książek czy robienia czegokolwiek innego, a największą udręką stało się poranne wychodzenie do przedszkola. I jednocześnie zaczęło do mnie docierać, że zaczął się 8 miesiąc ciąży, więc może najwyższy czas cokolwiek przygotować i nie zostać, jak zwykle, z palcem w nocniku. Uwielbiam robić przemeblowania, kupować nowe meble i ustawiać pokoje na nowo, co jest teraz konieczne, żeby zmieścić kolejne dziecko w naszym domku. I ta mieszanka emocji, podekscytowania nowymi zadaniami i przygnębienie panującą od kilku dni aurą, przypomniało mi jak się czułam zaraz po porodzie.

9 miesięcy

Czekasz na dziecko z ogromnym podekscytowaniem. Cała ciąża jest czymś wyjątkowym, regularnie chodzisz do lekarza, robisz wszystkie badania i nie możesz się doczekać kolejnego USG, na którym zobaczysz swoje dziecko. Z ogromną radością wybierasz łóżeczko, ubranka i butelki, a o tego smoczki, przewijak i wanienkę. Zresztą już sama wizyta w sklepie, żeby obejrzeć i wybrać wózek jest jedną z większych przyjemności. Wszystko to wiąże się z tym, że nie możesz się doczekać, kiedy maluch będzie z wami. A kiedy przekroczysz ten magiczny 36 tydzień, zaczynasz nerwowo reagować na każde ukłucie czy ból w okolicy brzucha, bo wiesz, że to już tuż tuż.

W końcu, nadchodzi ten upragniony dzień, kiedy trafiasz na porodówkę. Nie jest łatwo, ale co zrobić, już nie ma odwrotu. Zresztą to wszystko nie ma znaczenia, bo najważniejszy jest cel… zaraz zobaczysz swoje dziecko. Od dawna byłaś na to przygotowana psychicznie, na tą radość, na łzy wzruszenia, na niesamowite szczęście, które zaraz poczujesz. A wtedy rodzi się ono, a ty…

nie czujesz nic

Nie rozumiesz co się dzieje. Wcale nie cieszy cię to wszystko tak jak powinno, tak jak opowiadali inni. Leżysz na łóżku i jest ci na zmianę smutno i się boisz. Nie bardzo wiesz co robić, jak dotykać, jak karmić, jak przebierać. Niby na wszystko byłaś gotowa, a jednak teraz cię to przerasta. Rodzina, która cię odwiedza dziwi się, że nie bierzesz nawet dziecka na ręce, a ty zwyczajnie nie chcesz. Wykonujesz przy nim podstawowe czynności, czyli karmienie i przewijanie, a potem odkładasz do szpitalnego łóżeczka.

Wracacie do domu, tam wszystko jest jeszcze bardziej przerażające. Przecież twój mąż niedługo wraca do pracy, a nie może zostawić cię samej. Nie wiesz jak i nie potrafisz pozbierać wszystkiego do kupy. Podczas gdy inni pieją z zachwytu nad twoim dzieckiem, ty podchodzisz do tego zadaniowo, a każdy dzień wygląda dokładnie tak samo. Karmienie, przewijanie, noszenie, odkładanie do łóżeczka, kilka chwil dla siebie i od nowa to samo. Nie potrafisz się w tym wszystkim odnaleźć i drzemki dziecka poświęcasz na leżenie w łóżku i gapienie się w sufit. Dom wygląda jak poligon wojskowy, ale tobie to zupełnie nie przeszkadza, a pod koniec dnia kładziesz się i płaczesz w poduszkę.

Jesteś zmęczona, ale wiesz, że to nie to jest problemem. Nie czujesz żadnych emocji wobec swojego dziecka, nic. Po pewnym czasie zaczynasz się obwiniać, bo wiesz, że nie taką matką powinnaś być i nie rozumiesz czemu nie potrafisz kochać takiego dziecka. Przecież tak bardzo go chciałaś, przecież nigdy nie rozumiałaś jak można być obojętnym wobec takiego maleństwa. A teraz co? Jesteś jak oschła i zimna jak lód wobec własnego dziecka. I zanim będzie za późno, zanim to wszystko zajdzie za daleko, a ty do końca życia będziesz miała do siebie żal, że schrzaniłaś relacje ze swoim dzieckiem, musisz zrozumieć, że to

baby blues

Sama się z tego śmiałam, że to wymysł, że fanaberie kobiet. Ale to nie tak.

To nie jest depresja, bo przy niej nawet byś nie wstała z łóżka do płaczącego dziecka, poza tym depresję trzeba leczyć. Baby blues to hormony i emocje, które po kilku miesiącach działania na pełnych obrotach i ogromnej dawce adrenaliny, jaką serwuje nam poród, nagle opadają. I czujesz się strasznie i nie potrafisz cieszyć. A co ciekawe, baby blues dotyka około 50-80% kobiet po porodzie! Oznacza to, że prawie wszystkie czujemy się tak samo, tylko nie wszystkie wiemy co z tym zrobić.

Po pierwsze, ojciec dziecka musi wziąć na siebie praktycznie wszystko. To bardzo pomaga, M. po urodzeniu Oli robił praktycznie wszystko w domu i chyba tylko dlatego nie oszalałam. Tak więc, przede wszystkim wierz mi, że nie dasz rady robić praktycznie nic i potrzebujesz pomocy. Po drugie wparcie. Twoi bliscy muszę rozumieć co się z tobą dzieje. Teksty w stylu „czemu się nie cieszysz?”, „po co płaczesz?”, „teraz trzeba się wziąć do roboty, kiedy jest dziecko” są idiotyczne i bardzo raniące, bo żadna matka nie robi tego swojemu dziecku specjalnie.

No i najważniejsze w tym wszystkim jest to, żebyś się nie obwiniała. To normalne co czujesz i nie masz na to wpływu, bo jak bardzo nie chciałabyś się cieszyć i być aktywna, to nie dasz rady, kiedy dopada cię baby blues. Nie wmawiaj sobie, że robisz dziecku krzywdę, bo największą zrobisz jeśli będziesz się już zawsze obwiniać o te głupie kilka dni, kiedy nie miałaś sił.

  • Ven

    Kurcze aż 50-80% ma baby blues? 😮 Teraz myślę o wszystkich swoich znajomych, które albo baby blues ominął szerokim łukiem, albo zwyczajnie nie pokazywały tego po sobie…

    • Aga

      Też byłam zdziwiona, kiedy szukałam statystyk przy pisaniu tego tekstu…

    • sądze ze wiele tego nie pokazuje bo myślą że to jest oznaka słabosci

  • o kurcze … przeczytałam i cię podziwiam ze mialas odwagę to napisać. Dlaczego? ano dlatego ze wszyscy opisują to tak „pięknie” i ciesze sie ze ty jestes „normalna” 🙂

    • Aga

      dziękuję 🙂

  • Też przerabiałam baby bluesa… na .szczęście trwał tylko tyle co połóg.

    • Aga

      U mnie jeszcze krócej, ale to i tak było trudne…

  • Pierwszy raz o tym słyszę! Dlaczego o tym w ogóle się nie mówi? Przerażające jest to, że bliscy zupełnie nieświadomie tak mocno ranią słowami, zamiast zrozumieć i wesprzeć…