Każdy ma prawo do chwili słabości

Czy te klapsy są takie złe? Czy to już przemoc czy jeszcze nie? No i co z tym, że każdy ma chwilę słabości i ma prawo nie wytrzymać tego dłużej?

O biciu dzieci pisałam już raz TUTAJ i wydawało mi się, że to starczy. Jednak ostatnie dyskusje, które toczą się w różnych zakątkach internetu i te wszystkie opinie „ja tak miałem i żyję” sprowokowały mnie do tego, żeby wyjaśnić ci kilka spraw związanych z biciem dziecka.

Najpierw napiszę to raz i bardzo jasno… nie biję dzieci, nie szarpię, nie daję im klapsów, robię wszystko, żeby na nich nie krzyczeć. W zamian tłumaczę, rozmawiam, pokazuję i daję przykład. To tak w skrócie, bo żeby wyjaśnić wszystko bardzo dokładnie, musiałabym opisać ci cały model wychowania jaki stosujemy w domu i skąd się to wszystko wzięło.

często mam wątpliwości

Żeby było jasne, to nie jest wcale proste. Nasze podejście do wychowania nie jest jakąś jedną metodą, o której przeczytaliśmy w książce. Sposób w jaki wychowujemy nasze dzieci łączy w sobie naszą wiedzę, to jakich błędów naszych rodziców nie chcemy powielać i co chcemy osiągnąć, czyli czego nauczyć nasze dzieci. Podstawą tego wszystkiego są oczywiście one same, które mają swoje charaktery i przez to wiele naszych założeń musimy modyfikować na bieżąco, jeśli widzimy, że nie działają.

Nasze dzieci są skrajnie różne. Ola zawsze była spokojna, cicha i opanowana. Słuchała nas, chciała z nami rozmawiać, naśladowała nas, chodziła za rękę, bo sama się bała i liczyła się z naszym zdaniem. Daleko jej było do agresji czy typowych dziecięcych histerii. Generalnie wszyscy nam zazdrościli takiego grzecznego dziecka.

Karol za to jest chłopcem. Nie jest spokojny, nie jest cichy i wszędzie go pełno. Nie do końca liczy się z nami, kiedy coś sam postanowi. A ostatnio wszystko chce robić sam i sam podejmować decyzję. Nigdy nie chce iść za rękę ani stosować się do tego co my mówimy. O nim słyszę od innych, że jest dość niesforny.

Te wszystkie założenia związane z wychowywaniem dzieci bez agresji i przemocy (tak, klaps to też przemoc) są bardzo proste, kiedy trafia ci się dziecko o spokojnym charakterze. Gorzej jest, kiedy masz w domu małego diabła tasmańskiego. I wtedy zaczynasz się zastanawiać jaki sens ma wyjaśnianie mu tysiąc razy tego samego, jaki sens jest w proszeniu go, żeby nie uciekał czy nie rzucał rzeczami w innych? Jaki to ma sens, skoro on za chwilę i tak zrobi to samo?

W takich momentach, kiedy jestem u kresu wytrzymałości, a ten prawie dwuletni człowiek próbuje ćwiczyć moją cierpliwość, mam ochotę rzucić wszystko w cholerę i znaleźć ostrzejsze i bardziej skuteczne metody na okiełznanie go. No, ale czy to rzeczywiście pomoże? Bo wiesz, jako rodzic, zawsze możesz wybrać.

masz dwie opcje

Pierwszą opcją jest pójście na łatwiznę. Masz dziecko, stosujesz kary, klapsy, szlabany i dziecko się ciebie słucha, bo się boi. Ty wygrywasz święty spokój, a twoje dziecko jest „grzeczne”.

Drugą opcją jest nie stosowanie kar u dziecka, rozmawianie i tłumaczenie oraz pozwalanie dziecku na ponoszenie naturalnych konsekwencji złych zachowań. Np. dziecko rozlewa picie, więc nie ma go więcej i musi posprzątać, a ja nie daję mu dodatkowo za to kary, bo i czemu miałabym to robić?

 

Pierwsza opcja wydaje się być dużo łatwiejsza i bardziej skuteczna, ale przyjrzyj się jej skutkom. Twoje dziecko będzie pokornie przyjmowało klapsy, kary i szarpanie tylko na zewnątrz. W środku siedzi w nim ogromna agresja, którą albo skutecznie ukryje i zmieni się ona w ogromne problemy z radzeniem sobie w dorosłym życiu albo pewnego dnia wybuchnie w twoją stronę. I zawsze ciekawi mnie zdanie zwolenników klapsów na temat tego, co by zrobili, gdyby ich dziecko im oddało?

No właśnie, głównym argumentem dotyczącym dawania klapsów jest to, że nie są one agresją czy przemocą, a jedynie chłodnym pacnięciem dziecka. Tylko co zrobisz, kiedy dziecko ci odda? Walniesz je mocniej? A co jeśli ono nie przestanie i rzuci się w szale na ciebie? Pobijesz je jeszcze mocniej? I czy wtedy to będzie tylko klaps czy już przemoc? Gdzie jest granica między biciem dziecka w imię wychowania, a przemocą? Ja jej nie widzę.

bez karcenia nie znaczy bez zasad

Tak jak już ci mówiłam, nie karcę dzieci. Nie dostają żadnych kar. Nie mają zakazu oglądania bajki, zjedzenia deseru czy pójścia na urodziny, dlatego że coś przeskrobali. Nie oznacza to, że pozwalam im na wszystko. Najważniejszą różnicą między wychowaniem dziecka na rozpieszczonego egoistę, a wychowaniem go na normalnego człowieka, są właśnie zasady.

W naszym domu one również obowiązują. Są to zasady dotyczące tego, że się nie bijemy i obrażamy, że dzieci nie mogą wychodzi bez nas na ulicę ani decydować o tym jak długo chcą oglądać telewizję czy kiedy pójdą spać. Niektóre zasady dotyczą nas wszystkich, a inne tylko dzieci i one to dokładnie wiedzą. Dzieci muszą wiedzieć co im wolno, a czego nie i jakie stoją za tym konsekwencje. Nie może być tak, że dziecko wybiega na ulicę i znienacka dostaje za to lanie, kiedy NIKT NIGDY wcześniej nie powiedział mu, że na ulicę wychodzić nie wolno. No właśnie, ale jakie są te konsekwencje, skoro nie karzemy dzieci?

naturalne konsekwencje

Wychowywanie dziecka nie jest tresurą. Ty, kochany rodzicu, masz dziecko nauczyć różnych zachowań tak, żeby radziło sobie w życiu dorosłym. Dostałeś kiedyś szlaban od szefa? Albo po łapach za to, że w restauracji rozlałeś picie? To czemu uczysz tego swoje dziecko? Po co mu to?

Dużo mądrzejsze jest uczenie dziecka naturalnych konsekwencji, które wynikają z jego zachowań. Rozlałeś? Teraz wytrzyj i niestety nie masz więcej picia. Zniszczyłeś zabawkę? Trudno, wyrzuć ją, ale nowej nie kupię. Pomalowałeś ścianę kredkami? Teraz to umyj, a kredkami malujesz pod moim nadzorem, ponieważ nie używasz ich tak jak powinieneś.

Nie jest to proste, bo nie ma jednej gotowej odpowiedzi na wszystkie pytania i trzeba się kierować swoim rozsądkiem. Kiedy dziecko wybiega na ruchliwą ulicę, albo bawi się ostrym nożem, nie możesz pozwolić na to, żeby poczuło naturalne konsekwencje, a raczej musisz do skutku tłumaczyć i nie dopuszczać do taki sytuacji, więc być zawsze o krok przed nim

chowanie a wychowanie

Bicie dziecka, czyli w efekcie powodowanie, że ta mała istota, która od pierwszych chwil swojego życia opiera się na tobie i ufa ci bezgranicznie, zaczyna się ciebie bać. Ciebie i twoich reakcji. Nie prowadzisz dziecka, nie pokazujesz mu, a walisz po głowie. To jest w mojej ocenie chowanie. Zrobienie sobie dziecka, a potem próba pójścia na łatwiznę, przetrzymania do 18-tki albo do studiów, a potem sobie radź. Radź sobie z całym bagażem emocji, który zostawili ci rodzice, kompletnie nie przygotowując cię do dorosłości.

Wychowanie nie ma nic wspólnego z pójściem na łatwiznę. Jest to ogromny trud, który ty wkładasz w życie swojego dziecka, pomagając mu kształtować swoją osobowość i być gotowym na dorosłość. A jeśli nadal uważasz, że klapsy, szturchnięcia czy szantaże to „metoda wychowawcza” i te wszystkie argumenty są idiotyczne, to serio ci współczuję. Współczuję ci tego, że potrafisz ze stoickim spokojem patrzeć na twarz swojego dziecka, któremu w tym momencie wali się świat, bo jedyna osoba, której ufa, ta jedyna osoba go krzywdzi. I nie potrafię wyobrazić sobie patrzenia w smutne oczy moich dzieci i walenia ich po tyłku.

Czy to na serio jest miłość i troska? Chciałbyś, żeby osoba, która cię kocha jednocześnie cię krzywdziła? Jak możesz mówić, że kochasz zadając jednocześnie cierpienie i jeszcze wmawiając sobie i dziecku, że to normalne. To nie jest normalne, że za miłością idzie cierpienie i krzywda.

każdy ma prawo do słabości

Każdy ma prawo do słabości i do popełniania błędów. I takie prawo ma też twoje DZIECKO. Ma prawo do pomylenia się, do rozlania czegoś, do braku wiedzy na jakiś temat. A ty masz obowiązek go w tym wspierać i prowadzić. Wychowanie nie może opierać się o system kar i nagród, bo to sprowadza dziecko do poziomu zwierzęcia, od którego nie oczekujemy nic więcej poza „dobrym zachowaniem”.

 

Cały ten spór i idiotyczne wypowiedzi osób publicznych dotyczące dawania klapsów, jest już bardzo męczący. To smutne widzieć jak wiele osób uważa to za słuszne i konieczne. Niestety, uważam, że dopóki niemal 60% polaków uważa, że klaps jest sposobem na wychowanie, trzeba nieustanie powtarzać jaka jest prawda.

  • Całkowicei popieram. Choć nie łatwo jest czasem być o krok przed dziećmi 😉 to i tak warto dac z siebie odrobinę wysiłku i wychowywać dzieci w miłosci i szacunku

    • Aga

      🙂

      • Aga

        Dobrze, że nie szukaliśmy opinii w necie przed wyjazdem, bo chyba bałabym się wynająć samochód 😀

  • Mi ojciec dawał wciry, mam mu to za złe, mimo że sie zmienił, boje się że będę taki sam, bo to podobno przechodzi z pokolenia na pokolenie (tak jak w filmie Pręgi)

    • Aga

      Szkoda, że wielu ludzi uważa, że skoro oni dostawali i żyją to i dzieciom nic nie będzie :/