Jestem za, a nawet przeciw

Media, lekarze, eksperci, rodzice, nauczyciele i każdy, kto ma cokolwiek do powiedzenia na ten temat. Wszystkich ogarnęła panika, która rozpoczęła wielką dyskusję na temat szczepień. Nie, nie dyskusję, raczej wielki ból dupy.

 

ALE O CO CHODZI?

O to co zwykle. Jedni są całkowicie za, a reszta absolutnie przeciw. I cała wojna toczy się o to, żeby przekonać tych drugich do mojego zdania. Niestety, jak przystało na zadymę na cały kraj, która jest jeszcze dodatkowo podkręcana przez media, nie ma tu miejsca na konstruktywną dyskusję. Myślisz inaczej niż ja, zgiń!

 

SZCZEPIONKI TO ZUOOO

Nie trujemy dzieci, lekarze chcą ich krzywdy, my wiemy lepiej, naszą mantrą BLW, RB, KP i wszystko co z tym związane. Szczepionki zabijają, ewentualnie powodują autyzm. A ty, szczepiąc swoje dziecko robisz mu krzywdę i dajesz się nabrać tym wszystkim ogromnym koncernom farmaceutycznym, którym nie zależy na dzieciach tylko na kasie. Lekarzom właściwie też zależy na kasie.

 

NIESZCZEPIONE DZIECI TO EPIDEMIA MUROWANA

Nie szczepisz dziecka, czyli nie wierzysz w medycynę. Skoro tak, to nie chodź do lekarza, lecz dziecko sam, ewentualnie u szamana. A od mojego trzymaj się z daleka, bo jesteś przyczyną epidemii. Najlepiej nie przyjmujmy nieszczepionych dzieci do przedszkoli. Ja wierzę w medycynę, mój lekarz jest najmądrzejszy i szczepię dziecko wszystkimi szczepionkami – zalecane też nie zaszkodzą.

 

A NIE LEPIEJ POMYŚLEĆ?

W całym tym sporze bawi mnie jedna rzecz, a mianowicie, to że wszyscy myślą, że swoimi argumentami przekonają drugą stronę. Nie przekonają, bo ich argumenty są z dupy (zarówno jednych, jak i drugich), nie poparte żadnymi badaniami, faktami medycznymi, niczym. Po prostu ja wiem lepiej i tyle.

Co ciekawe, większość mam stoi pośrodku tego wszystkiego, tak jak ja. Jestem z dala od całego konfliktu, nie wiem czy szczepionki zabijają czy są ósmym cudem świata, nie wiem i nie wymyślam. Szczepię dzieci, bo bałabym się tego nie robić, bo ja byłam szczepiona i żyję. Co nie znaczy, że ślepo wierzę lekarzom. Chciałbym, żeby mnie poinformowali o ryzyku, jakie niesie za sobą podanie szczepionki, o skutkach ubocznych – bo takie są, u nas zawsze jest to katar, bez względu na porę roku. Szczepionki są czymś nienaturalnym dla organizmu, nie oszukujmy się, ktoś wstrzykuje ci „chorobę” i sztucznie zmusza organizm do uodparniania się. Dziwi mnie też, że lekarze nie sprawdzają ewentualnej alergii na któryś ze składników podawanej szczepionki. Tak samo dziwi mnie to, że rodzice przeciwni szczepieniom, nie boją się skutków nieszczepienia dziecka. Temat jest trudny i skomplikowany, chociaż zarówno autyzm z powodu szczepień, jak i epidemia wynikająca z ich braku, są już jakąś nieuzasadnioną histerią.

 

MOJE DZIECKO, MOJA DECYZJA

W jednym z programów, do którego zaproszono polityków, żeby wyrazili swoje zdanie na temat szczepień, zaskoczyła mnie wypowiedź pani posłanki z obecnie-nam-panującego klubu. Stwierdziła ona, że rodzice nie powinni mieć prawa decydowania o dzieciach, bo są one obywatelami Polski, więc to państwo o nich stanowi. WTF? Pani się chyba coś na mózg rzuciło, jeśli uważa, że państwo ma prawo, za mnie decydować o moim dziecku. I właśnie przez takie myślenie, rodzice obrzucają się mięsem zamiast zrobić to co do nich należy, czyli dowiedzieć się jak najwięcej o szczepionkach – ale nie z GW albo Frondy, tylko z artykułów medycznych – i podjąć decyzję o tym czy dziecko zaszczepić. Taka rola rodzica, żeby mądrze decydować o swoim dziecku i może gdyby rodzice skupili się na tym co istotne, czyli na dobru ich dzieci, skończyłoby się to przepychanie, o to czyje zostanie na wierzchu. Dlatego zanim zaczniesz mnie przekonywać do swojego szczepionkowego zdania, znajdź najpierw medyczne uzasadnienie swoich, jakże interesujących, teorii spiskowych.