Moje dziecko idzie do przedszkola!

Jak do tego wielkiego momentu przygotować siebie i dziecko? My mamy to już za sobą i nie było tak źle!

Zanim wysłaliśmy Olę do przedszkola to wszystko śniło mi się po nocach: wybór przedszkola, wyprawka, rozmowy z dzieckiem, adaptacja, choroby, płacze itp. Oczywiście jak zwykle niezawodna wyszukiwarka wcale nie pomogła w rozwianiu wątpliwości, a dodała tylko kolejne. W skrócie płacz, stres i wydatki…

…cała masa wydatków!

 

To wszystko okazało się zupełną nieprawdą. Ola poszła do przedszkola w czerwcu. Wybraliśmy przedszkole montessori, z wielu różnych względów, gdzie w opłaty jest wliczony wszystko. Nie potrzebne jej były kredki, farby, plastelina itp, bo to wszystko zapewnia przedszkole. My płacimy czesne plus wyżywienie, czasem za wycieczki i donosimy ubrania na zmianę. Musieliśmy kupić jej kapcie do przedszkola i kilka gorszej jakości ubranek na zmianę… i to tyle w temacie wydatków.

Od samego początku przedszkolem byłam najbardziej zestresowana ja, ale starałam się tego nie okazywać w żaden sposób. Z Olą rozmawialiśmy o pójściu do przedszkola tak jak nam poradziła pani dyrektor na pierwszym spotkaniu. Tłumaczyliśmy jej, że tam pójdzie, mówiliśmy jej, że będzie tam dziećmi i panią, ale bez nas i staraliśmy się jej mówić co się w takim przedszkolu robi. Mała od samego początku była podekscytowana i zachwycona.

 

adaptacja i kryzys

Najpierw była tygodniowa adaptacja, gdzie ja siedziałam na sali, żeby każdego dnia być coraz krócej i czekać na korytarzu, aż w końcu zostawić ją na dwie godziny samą. Poszło bardzo gładko, a ja byłam przekonana, że tak już zostanie.

Niestety, pojawił się kryzys. Płacz i kurczowe ściskanie mojej ręki, przy drzwiach do sali, smutna mina i wołanie „mamusiu zostań z Ola!”. Pewnie, wiedziałam, że za chwilę jej przejdzie i zajmie się czymś innym, ale serce mi pękało za każdym razem, kiedy widziałam te smutne oczy, a musiałam odwrócić się i  po prostu wyjść.

Potem było jeszcze gorzej! Pani mi powiedziała, że Ola się super adaptuje, że zdarzają jej się momenty w ciągu dnia, kiedy mówi, że bardzo chce do mamy i płacze, a wtedy przytula się do pań, ale poza tymi krótkimi momentami jest aktywna, bawi się z dziećmi, bierze udział w zajęciach, potrafi pracować sama na materiałach (montessori), jest samodzielna i bla, bla, bla… ja usłyszałam tylko „bardzo chce do mamy i płacze”.

Zaczęłam mieć wątpliwości. Może jest za wcześnie, po co ją w ogóle tam oddałam, a może trzeba ją zabrać, a może ktoś jej dokucza, a może pani na nią krzyczy, a może się boi, a może dzieci nie mogą jej zrozumieć i się śmieją (chodzimy do logopedy, bo Ola mówi dość niewyraźnie)… Marek próbował załagodzić sytuację i zapewniał mnie, że nic jej nie jest, ale to mnie rozwścieczało jeszcze bardziej, bo przecież on nie rozumie jak ona tam cierpi!

Ja wiem co o tym wszystkim myślisz, bo teraz sama uważam siebie za wariatkę. Ale rzeczywiście pójście do przedszkola jest często najcięższe dla mamy, a nie dla dziecka i przeżyłam to na własnej skórze.

 

choroby

Kiedy sytuacja się nieco unormowała dopadły nas choroby: przeziębienie, angina, ospa, gorączka nie wiadomo z jakiego powodu. Byliśmy załamani tym, że Ola jest jeden dzień w tygodniu w przedszkolu, żeby potem siedzieć resztę tygodnia w domu. I tutaj odezwał się męski instynkt finansowy w moim mężu i to on tym razem stwierdził, że bez sensu to przedszkole skoro płacimy za jej siedzenie w domu.

Teoretycznie się z nim zgadzałam, ale wiedziałam też, że ona musi się uodpornić i liczyłam się od początku z tym, że pierwsze miesiące dziecko siedzi w sumie więcej w domu niż w przedszkolu. Swoją drogą czy przedszkola nie powinny robić zmniejszonych opłat za pierwsze dwa miesiące z powodu konieczności przechorowania wszystkiego co możliwe u dziecka?

 

pani, pierwszy filar w przedszkolu

Od początku mówili nam, żeby nie krytykować pań przedszkolanek przy dziecku, a raczej budować w nim wizję tego, że w przedszkolu rządzi pani, że to ona dziecku pomoże i ma się ono jej słuchać ale też może przyjść z każdym problemem i jej zaufać. Nie bardzo rozumiałam sens tego, bo pani to pani, a nie jakaś dobra ciocia (swoją drogą wkurza mnie mówienie o paniach ciocie, ale pogodziłam się z tym).

Dopiero niedawno zobaczyłam jakie to jest ważne.

Ola wróciła po długiej nieobecności, czyli po #ospaparty w naszym domu. I była bardzo speszona i bała się iść do swojej sali. Mocno ściskała mnie za rękę, a ja już wiedziałam, że będzie ciężko i bez płaczu się nie obejdzie. Ale wtedy wyszła pani przedszkolanka i z uśmiechem spytała Olę jak jej minął ostatni czas w domu i wzięła ją za rękę. A wtedy ku mojemu zdziwieniu, moje dziecko powiedziało mi „pa pa” i zniknęło w sali.

Całą drogę do domu nie mogłam się nadziwić jak łatwo poszło… kiedy w końcu zrozumiałam, że u Oli cały sekret tkwi w tym, że ufa swojej pani. Poczuła się pewnie i chciała z nią zostać, tak po prostu. Od tamtej pory mamy swój rytuał, czyli wchodzimy do sali, daję jej buziaka i życzę miłego dnia, a Ola puszcza moją rękę i biegnie złapać za rękę swoją panią.

 

mamo, przedszkole jest super

Słyszę to zdanie niemalże codziennie. Bo dziecko szybko się przyzwyczaja i zaczyna dobrze funkcjonować w nowym miejscu. Często to my, mamy (ale tatusiowie też), popadamy w paranoję i w głowie mamy milion najczarniejszych scenariuszy związanych z pójściem dziecka do przedszkola.

A przedszkole wcale nie jest takie straszne. Jest naturalnym etapem rozwoju dziecka, jego samodzielności, na który trzeba mu w końcu pozwolić.

Poza tym… ta cisza w domu przez 8 godzin jest CUDOWNA!

  • W prywatnych przedszkolach faktycznie praktycznie wszystko wliczone jest do czesnego, ale w przedszkolach państwowych niestety nie. Nawet papier toaletowy trzeba dziecku przynieść.
    We wrześniu zmieniam prywatny żłobek na państwowe przedszkole i już tęsknię za samoobsługowością żłobka
    (-_-)

    • Aga

      Cieszę się, że jedyne co musiałam przynieść to przybory toaletowe. Bo ja zwyczajnie nigdy nie pamiętam o takich rzeczach 😉

  • Katarzyna Nowak

    Zanim moje dziecko pójdzie do przedszkola jeszcze trochę czasu minie, bo na razie czekamy aż się urodzi (grudzień) 😀 Jednak już teraz postanowiliśmy, że będzie chodził do żłobka/przedszkola w wieku 3-4 lat. Dla nas jest to bardzo ważne z różnych względów (własna działalność, urozmaicenie dziecku dni, bo wiadomo, że w domu nie będzie robić tyle super rzeczy, co w przedszkolu, plus wycieczki, nowe doświadczenia). Ja sama poszłam do przedszkola w wieku 6 lat i od zawsze byłam dzieckiem bardzo nieśmiałym, przeszło mi to dopiero w liceum, dlatego chciałabym, aby nasz maluch nie był taki strachliwy i myślę, że przedszkole mu w tym pomoże i rozwinie jego zdolności i wpłynie pozytywnie na życie 🙂
    Dzięki za wpis, będę o nim pamiętać i starać się nie stresować, gdy przyjdzie ten ważny moment 🙂

    • Aga

      Ja byłam średnio przekonana co do wysyłania 3-latka do przedszkola… Ale w efekcie wysłałam właśnie 3-latkę, bo to prawda, że dziecko zwyczajnie zaczyna się nudzić w domu, no chyba że ktoś ma siłę zapewniać przez cały dzień atrakcje 😀