Dziecko dzieckiem, a papiery muszą się zgadzać

Zwykle jest tak: zaczynasz coś robić, robisz, kończysz robić i jest po robocie. Pozostaje – najczęściej – satysfakcja i doświadczenie, które pozwoli w przyszłości wykonać to samo lub podobne zadanie szybciej i lepiej. Są jednak wyjątki, np. uzyskanie becikowego.

 

Kto ogląda crush testy ten wie, że przeprowadza się je waląc czołowo w mur. Podobnie poczułem się dziś, gdy stanąłem z kompletem dokumentów gromadzonych od tygodnia przed panią z Ośrodka Pomocy Społecznej, by dostać tysiąc złotych. Co się okazało? Wszystko jest dobrze pod warunkiem, że złożymy wniosek w… październiku. A ponieważ jest lipiec, to albo zaczynamy od nowa, albo czekamy do jesieni. Jak trzeba być naiwnym, by myśleć, że wystarczy pojechać do skarbówki i ZUS-u, wypełnić wnioski o wydanie zaświadczeń, i odbierając po tygodniu, zwieźć grzecznie do OPS-u, a potem zostaje już tylko czekać na przelew. Tak, przyznaję, uwierzyłem 😉

 

Procedura jest taka – jedziesz do Urzędu Skarbowego i składasz wniosek o wydanie zaświadczenia o dochodach za konkretny rok. Pit? Nie bądźcie śmieszni, w końcu po coś Ci ludzie pracują w urzędach. Nie powiem, obsługa na najwyższym poziomie, mimo, że urząd w przysłowiowym wypizdówku. Ale co z tego, skoro trzeba się wyrwać wcześniej z pracy albo wziąć urlop, bo pracują do 15:30. Następny krok to ZUS. Tam jest trochę gorzej, bo wypełnienie wniosku nie trwa 5, tylko 25 minut, jednak urzędnicy znów mili, więc można jakoś znieść tą wyprawę. Kolejna czeka nas tydzień później – jedziemy odebrać zaświadczenia. Hmmm… chciałem wysłać żonę, albo sam szybko obrócić, ale okazuje się, że małżeństwo to lipa i każdy musi podpisać swój papier, więc znów trzeba organizować wspólną podróż. Gdy już odebraliśmy dokumenty, doświadczyłem niesamowitego stanu uniesienia – UDAŁO SIĘ! Tę euforie studziła jednak myśl, że zaraz przyjdzie nam stawić się OPS. Czy wszędzie są dobre dane? Czy nie przekroczyłem progów? Czy mam wszystkie umowy? A co jak pani odmówi kserowania dowodów i trzeba będzie szukać punktu xero, a przecież zaraz zamykają urząd? Im szybciej pogodzicie się z myślą, że coś i tak będzie źle, tym lepiej dla was. Ja zapomniałem już co było gdy staraliśmy się o tę zapomogę przy pierwszym dziecku, więc doświadczyłem lekcji panowania nad sobą. Całe szczęście, test zaliczyłem – nawet nie zrobiłem krzywej miny 😉

 

Pewnie zastanawiacie się, co mogło być źle, skoro już raz przeszliśmy tę drogę, mieliśmy wszystkie dokumenty, byliśmy oboje obecni. Otóż okazało się, że wszyscy rok liczą od stycznia do grudnia poza tym jednym miejscem. Żeby przyjęli nasz wniosek (Ka urodził się w styczniu 2015), wszystkie dokumenty powinny być z roku… 2013! Jeśli jednak poczekamy do października, to przynosimy papiery z… 2014 i wtedy przyjmą. WTF?!

 

Kiedy przed rokiem w tym samym OPS-ie powiedziałem pani, że ten tysiąc zarobiłbym w tym czasie co jeżdżę i załatwiam wymagane papiery, pani odparła krótko: zależy kto. Miała sporo racji, ludzie zamiast zarabiać na rodzinę, włóczą się od urzędu do urzędu by na koniec dowiedzieć się, że te kilka godzin poświęcone na dojazd, korki, kolejki, wypełnianie długopisem kolejnych okienek nikomu nie jest potrzebne, taka procedura. Dziś prosimy wykazać dochody za 2013, a za 3 miesiące prosimy wykazać dochody za 2014 rok. Sztuka dla sztuki. Czy gra jest warta tysiąca złotych?

 

Moim zdaniem nie. Czekam momentu, aż moje zarobki przekroczą wszelkie progi i ze spokojem zapomnę, że państwo chce mi coś (od)dać. Alternatywą jest emigracja do kraju, gdzie urzędnicy korzystają z komputerów nie tylko do stawiania pasjansa – dane przesyłają sobie z urzędu „a” do urzędu „b”. No ale to radykalny pomysł, więc zachęcam do tego co sam zrobiłem – pogodzenia się z sytuacją 🙂 Tak, to działa.

Gdy kilka dni temu jechałem samochodem i obserwowałem paraboliczny lot małego kamyczka który zakończył się na mojej przedniej szybie, krótko zakląłem. Na drugi dzień zobaczyłem już pęknięcie długości wycieraczki i pomyślałem… to tylko szyba 🙂 Co z tego, że pół roku temu łatałem w niej dwie dziury? Nie miałem na to wpływu. I to jest chyba najlepsza pointa, są rzeczy na które nie mamy wpływu. Na pana który zajedzie nam lakier samochodowy kluczem, na zły humor szefa w pracy, na okres żony 😀 i na uzyskanie becikowego.