Mówię Wam!, On

Dobre rady wsadź se…

Nic mnie tak nie wkurza w innych ludziach jak to, że lepiej wiedzą co powinieneś robić ze swoim życiem. Nie ma znaczenia czy te dobre rady dotyczą dzieci, pracy czy sposobu odżywiania… ONI wiedzą lepiej.

 

Zanim zostałam matką nie przeszkadzały mi tak zwane „dobre rady” innych ludzi. Tak zwane, bo ani one dobre ani tym bardziej rady. To zwyczajne wchrzanianie się w cudze życie bez pytania. Bo przecież skoro on myśli inaczej to MUSI ci to przekazać i jeszcze cię do swojego przekonać. Typowe. Często słuchałam tego, że nie powinnam się tak odżywiać, nie powinnam palić, powinnam cieplej się ubierać, powinnam nosić czapkę, bo załatwię zatoki… i wcale nie mówili tego moi rodzice. Te wszystkie porady płynęły z ust „życzliwych” i, co zabawne, nieznanych mi ludzi. Strach było się przyznać do tego, że coś mnie boli czy, że mój pęcherz w sumie dogorywa, bo zaraz wszyscy niemalże wypisywali mi recepty do apteki na ziółka, maści i zasypywali diagnozami,

Każdy z nas chyba to przechodzi, bo taka to polska mentalność, że lubimy męczyć innych swoimi teoriami i przekonaniami, nawet jeśli nikt nas o to nie prosił. Ale cóż, jesteśmy dorośli. Potrafię nie słuchać takiego gadania i je zwyczajnie olać. Niestety, kiedy kobieta zajdzie w ciążę, wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa lawina ekspertów od wychowywania, ubierania, karmienia i wszystkiego innego, co związane jest z posiadaniem dziecka. A takie uwagi wpieniają i to bardzo. Nie dlatego, że nagle stajesz się matką polką, która za każdą uwagę na temat swojego dziecka gotowa jest zabić. Powód jest banalny, stawiasz pierwsze kroki jako rodzic, sam dopiero wyrabiasz sobie zdanie na różne tematy i przede wszystkim taktykę wychowywania dziecka, przez co idziesz trochę jak we mgle i ciągle musisz się sam utwierdzać w tym, że robisz dobrze. A tu, w całej tej twojej niepewności, wkracza taki straszy babsztyl i zaczyna mędrkować na temat wszystkich błędów, jakie zdążyła zauważyć po 5 minutach jechania z tobą tym samym autobusem. Noszkurrrrr.

 

Niemowlak płacze… na bank jest głodny! Czkawka? Jest mu zimno!

Tak jasne. Co z tego, że właśnie skończyłam go karmić. Skoro płacze to chce jeść. Logiczne. I rzeczywiście, zapomniałam, że każdy człowiek ma czkawkę, kiedy jest mu zimno. Zresztą już lecę stosować się do twoich wytycznych, bo przecież jesteś ekspertem od rozpoznawania powodu płaczu dziecka.

 

Załóż czapeczkę! I skarpetki.

Wiem, temat wałkowany miliony razy. Ale niestety, zwłaszcza polscy emeryci uważają, że bez czapki dziecku coś się stanie. Kiedyś dostałam ochrzan pod sklepem, że gdzie dziecko ma czapkę przecież taki upał i słońce (dziecko- 2 lata, temperatura- 25 stopni). W sumie to czapkę dziecko powinno mieć na sobie ZAWSZE, chyba, że ogrzejesz łazienkę do 27 stopni podczas kąpieli, to ewentualnie wtedy możesz zdjąć, ale tylko na chwilę!

 

BLW? Udławi się!

Przecież o to mi dokładnie chodzi. Na razie bezskutecznie.

 

Montessori? Co to za wymysły… państwowe przedszkola są najlepsze!

No cóż… nie. Zresztą tu brakuje mi argumentów, bo ciężko dyskutować z kimś na temat metody nauczania, jeśli twój rozmówca nie wie o niej nic poza nazwą i tym, że „jest droga”.

 

Dzieci nie mają kar i szlabanów? Wychowacie rozwydrzone dzieci, albo co gorsze bezstresowo wychowane!

Pewnie, bo siedzisz z nami w domu całą dobę i wiesz, że pozwalamy dziecku wejść na głowę, na wszystko się zgadzamy dla spokoju, a w ogóle to dzieci nas biją, kiedy nie ma w szafce nutelli i każą zasuwać do sklepu. To, że nie ochrzaniam dzieci przy tobie nie świadczy o niczym, a ciebie nie czyni znawcą tematu. Serio, wierz mi.

Boże, co oni tak marudzą. Takie grzeczne dzieci były!

Wybacz, że moje dzieci poza siedzeniem sztywno na krześle mogą mieć zły humor, chcieć pobiegać abo głośniej się zaśmiać. Przecież to takie nieludzkie! I błagam, nie pytaj mnie czemu płaczą, kiedy wchodzisz do naszego domu… nie chcesz przecież usłyszeć, że zaczęły dopiero kiedy cię zobaczyły.

 

MUSISZ… dawać im witaminy, ubierać ich cieplej, nie pozwalać na rzucanie zabawkami, zmienić lekarza, mniej nosić dzieci na ręku, zrobić badania w ciąży…

Pewnie, już lecę zmieniać całe swoje życie, bo ty tak mówisz.

 

dobre-rady

 

Nie znam się, ale się wypowiem.

Myślę, że to jest właśnie życiowe motto wszystkich ludzi, którzy zamiast żyć swoim życiem, postanowili poustawiać twoje. Jestem przeszczęśliwa, że z czasem zdążyłam się uodpornić na te wszystkie gadki i wystarczy wspomnieć, że wiem co robię, bo mamy właśnie trzecie dziecko i to na ogół zamyka jadaczkę wszystkich przemądrzałych starszych panów, bezdzietnych babć czy mamusiek jednego wychuchanego dziecka. To niestety smutne, że trzeba w oczach takich przemądrzalców osiągnąć jakąś „pozycję” w życiu (o tak! Trójka dzieci to dopiero pozycja społeczna!), żeby móc mieć swoje zdanie. Dlatego najlepiej jest już od razu nauczyć się ignorować takich ludzi i ich dobre rady. Ja zrobiłam to zdecydowanie zbyt późno i zbyt długo przejmowałam się tym „co pomyślą lub powiedzą inni”. Teraz, kiedy mi to zdecydowanie wisi żyje mi się znacznie lepiej. I tobie też to radzę. Wszystkim, którzy mają dla mnie „złote rady” dotyczące moich dzieci, mojej ciąży czy mojego trybu życia mam do powiedzenia tylko jedno: FUCK OFF.

Poprzedni post Następny post

Podobne posty