Co męskie a co żeńskie, czyli kilka słów o podziale obowiązków

Jeszcze 15-20 lat temu, nikomu nie przyszłoby do głowy, by zastanawiać się które czynności przeznaczone są dla kobiet, a które wykonać ma mężczyzna.

Sprawa wydawała się prosta jak dodawanie w zakresie 10-ciu. Ona ma gotować, on ma reperować, ona prasować, on naprawiać, ona wychowywać dzieci, on… ☺ No ok, może czasem skosić trawnik, pod warunkiem że go miał. Dziś taki czarno-biały obraz nie odpowiada ani kobietom ani, ku zaskoczeniu pań, także facetom.

 
Od zawsze byłem przyzwyczajony do sprzątania w domu. Prawdę mówiąc, sprzątałem często więcej niż moja siostra, i mimo że buntowałem się na niesprawiedliwy podział prac, to nie dlatego że „ona jest dziewczyną”, tylko zwyczajnie chciałem mieć więcej wolnego czasu. Takiej namiastki prostego (stereotypowego?) podziału zaznałem dopiero po ślubie. Moja wybranka od dnia ślubu, pełna szczerych chęci i ochoty, chciała zostać strażniczką ogniska domowego pełną gębą ☺ Możecie mi wierzyć lub nie, ale powiedzenie, że człowiek do dobrego przyzwyczaja się szybko, w tym przypadku mijało się z prawdą. I to było pierwsze zaskoczenie – nie potrafiłem ze spokojem leżeć brzuchem do góry kiedy moja żona odkurzała. Co z tego, że dzień wcześniej zrobiłem obiad czy umyłem łazienkę… Czułem się niezręcznie, po prostu. Drugie zaskoczenie przyszło znienacka. Mieszkaliśmy początkowo w małym mieszkanku w centrum Warszawy, więc dotarcie do kosza na śmieci nie było tak proste jak w chwili gdy pojemnik ma się niemal pod oknem swojego domu. Kiedy któryś raz moja A. postanowiła wysłać mnie z workiem tam gdzie jego miejsce, zapytałem czemu sama nie pójdzie? Odparła krótko: to mężczyzna jest od tego, żeby wyrzucać śmieci.

 
Nadal nie rozumiem, czemu jest to „męski obowiązek”, ale faktem jest, że do dziś ja zajmuje się śmieciami 😉 I powiem wam coś – wcale nie chcę odkryć jak być powinno. Bo co „powinno” ustalamy wspólnie. Nawet jeśli ona uważa tak, bo jej ojciec czy brat robili to w swoim domu i nie ma innego powodu dla którego tak uważa, to skoro mi to nie przeszkadza, czemu miałbym „wykorzeniać stereotyp”? Moja duma nie cierpi, A. jest zadowolona. Myślę, że ten podział w dużym stopniu jest związany z ciężarem… dosłownie, z wagą. Zobaczcie, że jak trzeba zrobić coś na dachu, przynieść ze strychu, przekopać ogródek, wypchnąć samochód z garażu, kupić meble, to zazwyczaj robi to facet. A gdy chodzi o zmywanie, prasowanie, sadzenie kwiatków, zakupy w warzywniaku? Kobieta ☺

 
Na chwilę wrócę jeszcze do tego „przystosowania”. Kluczowe jest służenie sobie. I co do tego nie mam wątpliwości. Bo w tych codziennych rzeczach też coś wyrażamy. Umyty kibel to nie tylko zdrowie dla naszego tyłka, ale też pewien szacunek dla tej drugiej osoby. Więcej, zwykły schabowy podany do stołu jest ważny dla związku. Bo czym innym jest wyjść do knajpy w jej imieniny, czy do teatru w rocznicę ślubu, a co innego wyrazić czułość w codziennych czynnościach. Potrzeba obu, ale codzienności jest w naszym życiu znacznie więcej, nawet jeśli jesteście Richardem Bransonem. I jeżeli tego jeszcze nie robicie, zacznijcie. Ja nadal się uczę jak służyć mojej A., ale też jak umieć przyjąć to co ona robi dla mnie. My Polacy nie umiemy ani przyjmować komplementów, ani zwrotu jakiejś drobnej kwoty pieniężnej, zawsze chcemy być „skromni”. To do cholery bądźmy, ale na serio i tam gdzie to ważne. A gdy ktoś chce dla was coś zrobić, przyjmijcie z honorem. Zabronić drugiej osobie, by cię obdarowała jest nie tylko mało eleganckie, ale też wynika z naszej potrzeby bycia lepszym. Czy więc chcesz być lepsza od swojego męża/partnera? A może ty chcesz pokazać, że facet może robić więcej niż kobieta?

 
Konkluzja jest prosta – dzielcie się robotą tak, by wasz związek był dzięki temu mocniejszy. Jeśli faceta upokarza latanie ze ścierą, podczas gdy ty pijesz kawę z koleżanką, oszczędź mu tego. Jeśli ona ma delikatną skórę dłoni, kup jej zmywarkę 😀 a jak cię nie stać to rękawiczki 😉 No a jeśli jest zmęczona? Po prostu zakasaj rękawy i ogarnij zlew.

  • Ciekawy męski punkt widzenia. My z mężem od początku związku staramy się dzielić równo obowiązkami. I nawet był moment, kiedy nam to naprawdę wychodziło. Gotowaliśmy na zmianę, sprzątaliśmy ja łazienkę on kuchnię i co tydzień rotacja. Duzo zmienilo się jednak po urodzeniu dzieci. Ciąża i okres po porodzie uczy pokory wobec natury. I jakkolwiek usilnie dzielilibysmy się nadal po równo, i tak ja gotuję obiady, a on sprząta. Ja karmię, on bawi się z dziećmi. Ja walczę o to, by było partnersko, a codzienna rzeczywistość pokazuje mj figę, bo kobiecie przypisano ciążę, połóg i karmienie, a mężczyźnie…. no właśnie, co?

    • Aga

      Po równo się raczej nie da… rzeczywistość to weryfikuje, dlatego trzeba codziennie szukać kompromisów 🙂