Bujaj się w Mamaroo

Dzisiaj zdradzę wam, jeden z moich sekretnych sposobów na radzenie sobie z dwójką małych dzieci.

Mój mąż pracuje, nie da się tego ukryć i w związku tym, codziennie przez 8-10 godzin jestem z dziećmi sama. Pewnie myślisz sobie, że to nic takiego? Jeśli tak myślisz, to pewnie nigdy nie miałaś na głowie dwójki dzieci poniżej 2 roku życia, które ząbkują (tak, obydwoje na raz!). Oczywiście, na dzieci nie mam co narzekać, bo są na prawdę bardzo grzeczne, jak na swój specyficzny wiek, ale poza nimi jest jeszcze pranie, sprzątanie i obiad.

Już miałam iść i rzucić się pod pociąg (stacja jest blisko), kiedy dziadkowie sprezentowali nam bujaczek Mamaroo. Na początku podeszłam do niego bardzo sceptycznie, bo Olka za nic nie chciała siedzieć w takich wynalazkach, liczyły się tylko moje ręce i wózek. Za to z Karlsonem od początku było inaczej. Za pierwszym razem ledwo zdążyłam włączyć bujanie, a on już spał! Byłam w takim szoku, że potem przy każdej możliwej okazji kładłam go do bujaczka na drzemkę. Nie trwało to długo i mały szybko skapnął się co jest grane, więc zaczął się buntować na moje sprytne pomysły na usypianie go, ale tu udawało się go udobruchać szumem lecącego samolotu, który wydobywa się z głośników urządzenia.

 

324

 

Mamroo ma kilka fajnych i przede wszystkim funkcjonalnych opcji. Jedną z nich jest bujanie, czyli 5 różnych trybów – jazda samochodowa, fale na oceanie, kangur i dwie opcje bujania na boki, które mają regulowaną prędkość. Nie ma więc obawy, że maluchowi odpadnie główka od zbyt szybkiego bujania (na prawdę na początku się o to bałam!). W panelu sterowania wbudowane są głośniki, z których wydobywają się dźwięki przyrody. A jeśli kogoś wkurzają odgłosy szumiącego lasu albo fal morskich, możemy podłączyć nasz telefon i puścić własną muzykę lub kołysankę.

CO WIĘCEJ?

Dużym plusem tego gadżetu, jest regulowane oparcie, możemy leżące w nim dziecko ustawić bardziej pionowo. U nas to się bardzo przydaje, bo mały lubi obserwować bawiącą się siostrę, a w pozycji poziomej nie widział zupełnie nic. Producent zadbał też o wygodę mam i podszedł to tematu praktycznie, bo cały ten materiałowy panel, na którym leży dziecko, jest na suwak i możemy go odsunąć i prać w pralce. A jeśli nie podoba wam się dość monotonny kolor panelu, a tylko takie oferują w polskich sklepach, możecie poszperać w sieci i znaleźć bardziej kolorowe modele. Mi bardzo podoba się seria origami:

 

mamaroo-1

SĄ I WADY

Mamaroo używamy już od 3 miesięcy, więc miałam możliwość dokładnego poznania jego funkcjonalności i są dwie rzeczy, których nie jestem w stanie w tym sprzęcie pojąć. Przede wszystkim nie rozumiem, jak można zrobić bujaczek podłączany do prądu i zrobić tak krótki kabel do zasilacza. Jeśli mieszkacie w 30 metrowym mieszkaniu, to no problem, ale każdy większy metraż wymaga przedłużacza, albo stawiania dziecka przy ścianie.

Nie bardzo też wiem, co autor miał na myśli, tworząc tą wiszącą nad głową dziecka zabawkę. No niby to ładne i fajne, ale moje dzieci nie lubią tak bez sensu gapić się na kolorowe plamy (na zdjęciu Karol patrzy na Ole, nie na zabawkę). Podejrzewam, że chodziło tu o jakiś wyrafinowany design, którego głupiutkie dzieci nie czają, a właściwie to głupiutka mama też nie czai. Oczywiście w związku z tym designem cena jest również odpowiednio wysoka, a moim zdaniem zbyt wysoka jak na możliwości tego sprzętu.

Mimo, dość wygórowanej ceny, bujaczek i tak jest fenomenalny. Karlson zasypia w 5 minut, a jeśli nie, to obserwuje wszystko dookoła, a ja mam chwilę dla siebie. I wreszcie ktoś mądry wpadł na to, żeby dać rodzicom możliwość zastąpienia tych straszne dźwięków i szumów nie wiadomo czego, które na ogół straszą dzieci zamiast je usypiać – przynajmniej moje – i dzięki temu wyciągam telefon i włączam normalną muzykę.

Mamaroo już nie raz uratował mi życie, kiedy musiałam iść do toalety albo szybko ogarniać dom przed przyjściem gości. Dzięki temu znalazł się na mojej top liście ulubionych gadżetów dla dzieci, a raczej ku wygodzie rodziców.

 

320

 

335

 

337

 

342