Błąd, błąd i jeszcze raz błąd

Są takie słowa, których poprawna forma jeszcze niektórych przerasta, albo mają to gdzieś.

Ja wiem, nie wszyscy piszą i mówią idealnie. Rozumiem nawet to, ze ktoś może popełniać drobne błędy. Tylko, że cześć ludzi popełnia karygodne błędy i na nic zdaje się notoryczne poprawianie ich, ani prośby. Groźby też nie działają. Nie rozumiem z czego to wynika. To naprawdę nie jest takie trudne, żeby nauczyć się używać poprawnej formy, co więcej to żaden wstyd popełnić błąd, przyznać się do niego, a następnie poprawić.

Nie jestem oczywiście terrorystką, ja naprawdę jestem w stanie na wiele błędów ortograficznych lub językowych przymknąć oko. Fakt, bolą mnie one niesamowicie, bo nie rozumiem po co mówić błędnie? To tak jakbym nauczyła się angielskiego i używała niektórych wyrazów w nieprawidłowej formie. Właściwie to nic strasznego, bo przecież to obcy język, ale gdybym była mieszkanką Wielkiej Brytanii, a angielski byłby moim językiem ojczystym to wszyscy byiby oburzeni. No przyznaj się, to dziwne, że ktoś nie mówi poprawnie w języku ojczystym.

Pewnie, nie jestem nieomylna i nikt z nas nie jest, w związku z tym czasem muszę zajrzeć do słownika. Zdarza się, że sprawdzam rzeczy oczywiste, bo akurat nie jestem ich pewna. No właśnie, słownik. Chyba niektórym przydałoby się go czasem otworzyć, albo chociaż wygooglować. Nieodpowiednie akcentowanie wyrazów to też jakaś nasza narodowa przypadłość. I o ile źle akcentowany wyraz nie jest zbrodnią, o tyle za przekręcanie poniższych 6 wyrazów jestem w stanie zabić gołymi rękoma.

 

POSZŁEM

Klasyka. Ja naprawdę nie wiem ile można tłumaczyć jełopom, że mówi się poszedłem. I kiedy już myślałam, że tego czasownika nie da się już bardziej przekręcić, okazało się, że można. Z ust ekspedientki w sklepie spożywczym usłyszałam „poszedłam”. Moje uszy, w tamtej chwili cierpiały bardziej niż w dniu, w którym poznałam twórczość Leroy’a.

 

WZIĄŚĆ

Dzizas krajst. Kolejna perełka naszej pięknej „polszczyzny”, czyli słowo nagiminnie nadużywane przez określone grupy społeczne. Najczęściej spotykane przy budowie domu, naprawie samochodu oraz w podróży na trasie Dworzec Wileński-Małkinia.

 

WŁONCZĘ

>Mózg se wloncz. Albo lepiej zamilcz.

 

ŚMIELIŚMY SIĘ

Czemu nie śmialiśmy? Przecież czynność to śmiAnie się, a nie śmiEnie się.

No ok, ok, wiem, że to dopuszczalna forma, że to gwara mazowiecka i w ogóle wszystko jest ok. Nie zmienia to faktu, że taka forma niesamowicie mnie drażni. Niby taka drobnostka, a staje się katorga w kontaktach z ludźmi, bo dziwnym trafem tej irytującej formy używa mniej więcej połowa Polaków. I ten dziwny moment, kiedy nagle dowiaduję się, że wszyscy z pochodzą z Mazowsza.

 

BYNAJMNIEJ

Ręce opadają, a właściwie i nogi i wszystko inne co może opaść. Ile można? No ja się pytam, ile można w kółko powtarzać, że bynajmniej to zaprzeczenie i nie oznacza przynajmniej!

 

Zasłyszane: „No i co, że nie wyglądam jak modelka, bynajmniej jestem mądra”.

Nie dość, ze brzydka to jeszcze głupia. Gratuluje.

 

EKSPRESSO

No żesz ja pierrr… Wiele w życiu słyszałam, mogłam zamówić pizze z prościuto (taka włoska szynka, jakbyście nie wiedzieli), albo kon fundżi (heloooł, to grzyby po włosku), ale to wszystko wymięka przy ekspresso. Nie mam cierpliwości do ludzi, którzy myślą, ze ekspresso to kawa z ekspresu. Nie potrafię tolerować ludzi, którzy używają tego wyimaginowanego słowa zamiast espresso, czyli pysznej, aromatycznej, malutkiej kawy.

 

„-dzień dobry. Poproszę espresso.

-jedno ekspresso dla Pani

-nie, ja poproszę espresso

-wiem, wiem, takie małe ekspresso w ekspresie robione”