Big cyc- czyli wielki problem piersi

Piersi są dziś na ustach wszystkich. A od wczoraj, szczególnie te karmiące. Znana sprawa: dziecko krzyczy, matka karmi, a przechodzień się krzywi, upomina lub gorliwie oburza. Golizna w miejscu publicznym! – krzyczy. Widzieliście kiedyś człowieka, który staje pod bilbordem z półnagą modelką i robi happening ku obronie dobrych obyczajów? Ja też nie 😉

Skąd ten niesmak, skąd ta niechęć do nagiej mlecznej piersi a taka tolerancję na odkryty pośladek nastolatki? „Ja tu widzę niezły burdel!”

Ale od początku… W ostatnim czasie jest jakiś szał na pokazywanie swoich pośladków. Wszystkie celebrytki spod znaku „fit” pokazują się z gołymi tyłkami gdzie tylko się da. Nie wiem, nie śledzę, ale mam wrażenie, że to efekt Kim Kardashian (choć jej pupa z „fit” ma niewiele wspólnego). W ślad za tym idą kreatorzy plażowej mody, którzy połowę kolekcji poświęcają bikini ze stringami. A co było wcześniej? Wcześniej były dekolty do pępka, cienkie ramiączka, mocno wycięte biustonosze. Gdzie jest więc granica? No tam gdzie ją wytyczy grupa tzw. postępowych kobiet lub kreatorzy mody. Jak Pussy Riot robią happening to mogą się roznegliżować publicznie, ale na wszelki wypadek wrzucą na siebie figi i nakleją plastry na brodawki. I już. To wymagane minimum.

I tak, w ślad za modą podążają podstarzałe panie i zgorzkniali panowie, choć nie tylko. Widać, sutek w ustach dziecka to dla nich coś więcej niż świecący nastoletni pośladek. Jak dla mnie to pokręcona logika, ale każdy ma takie odruchy na jakie pracuje całe życie. Ja na przykład, mam problem z kolesiami bez koszulek w centrum miasta. Spoceni, śmierdzący i ośmieszający nasze społeczeństwo. Zaburzają estetykę i lubią ocierać się o innych w komunikacji miejskiej. A czym niby razi kobieta karmiąca? Czy kogoś smyra swoim biustem? Czy śmierdzi od niej? A może wystawia „big cyc” by innych onieśmielić? Powagi, błagam. Nie przypominam sobie by jakaś matka karmiąca próbowała mnie sprowokować swoim biustem, ba, nawet moja żona robi to dopiero kiedy dzieci już śpią 😉 To jest fizjologia, jedzenie.

Od razu powiem, nie wiem jakie zdanie mają inni mężczyźni. Wiem tyle ile przeczytam w sieci, opinie znanych lub komentarze mniej znanych. I stwierdzam, że poza kilkoma „filozofami”, większość nie ma z tym problemu. Nawet żadnych seksistowskich tekstów, nic. Traktują to z taką oczywistością jak Brazylię na mundialu czy Ferrari w kolorze czerwonym. Za to wiele pań, i to matek, protestuje. Najbardziej bawią mnie komentarze typu: „sama karmiłam ale nie chce na to patrzeć bo mnie to brzydzi”. Kochana, to nie patrz. Również na kupę niemowlaka, skaleczony paluszek czy wymiociny. Daj zarobić komuś a sama nie wychodź z domu – świat jest taki okrutny.

Widzieliście może fotografię kobiety, która naga siedzi na muszli klozetowej i karmiąc dziecko „walczy” o swoje prawa? Kobieta chciała pokazać „prawdziwe” oblicze macierzyństwa, dlatego wrzuciła swoje zdjęcie z na oko 2-3 letnim dzieckiem, które podczas jej załatwiania się ssało pierś, stojąc obok toalety.

Ja myślę, że Ci, którzy oburzają się najbardziej, tak właśnie Was widzą. Roznegliżowane, wulgarne, niesmaczne, chcące zwrócić uwagę otoczenia. WTF?

Ale moim zdaniem kobieta dojrzała, matka, która ma instynkt macierzyści, ma też wyczucie smaku. Wiadomo, inaczej będzie karmić w domu a inaczej na ławce w kaplicy czy przy restauracyjnym stoliku. Kwestia zasad i klasy. Jak idę do kościoła to nie w dresie, a w knajpie nie siorbię (w domu też się staram nie – dzieci patrzą). A że czasem dziecko się oderwie? A że stęknie? Cóż, byłem kelnerem, ale nawet psów z kanap kawiarnianych nie wyrzucałem. A wodę piły pod stolikami a nie z bidetu.

Tak więc nie dajcie się wepchnąć do kabiny z kiblem jako „miejsca zacisznego”. A jeśli ktoś Was tam wysyła, spytajcie czy miałby ochotę zjeść tam deser, najlepiej, nomen omen, czekoladowy.