Bez tych rzeczy nie ruszę tyłka z domu!

To nie jest kolejny poradnik wakacyjny. Nie polecę wam w nim magicznych gadżetów, które koniecznie musicie zabrać na wczasy.

Ten wpis nie będzie miał zupełnie nic wspólnego z przydatnymi rzeczami, które powinny znaleźć się w walizce każdego wyjeżdżającego z dziećmi. Takich poradników są tysiące i właściwie w większości jest w nich to samo, chociaż oczywiście nie zawsze.

Ostatni weekend i początek tego tygodnia minął nam na planowaniu wakacji. Jak zwykle bierzemy się za wszystko w ostatniej chwili, więc z tegorocznym urlopem nie mogło być inaczej. Temat mnie niesamowicie pochłonął, bo w efekcie organizujemy trzy długie wyjazdy i jeden krótki. Ilość miejsc się kurczy, a nasze możliwości finansowe nie są nieograniczone. Toteż do załatwienia mieliśmy multum spraw.

Dzisiaj wzięłam się za planowanie rzeczy do spakowania. Muszę to wszystko mądrze zaplanować, bo nie chcę brać całego domu ze sobą, a przy dwójce dzieci przyzwyczaiłam się do posiadania wszystkiego pod ręką. Wiadomo, bez pewnych rzeczy da się przeżyć, ale czasem jest tak, że to czego nie zabierzemy akurat przydałoby się najbardziej. Chcę tego uniknąć, dlatego planuję bardzo skrupulatnie każdy potrzebny przedmiot, a sprawa jest ciężka, bo z dziećmi wyjeżdżamy pierwszy (!) raz. Niestety, do tej pory nie było jak i kiedy wyruszyć na wakacje.

Pierwsza, robocza lista wakacyjna już jest gotowa. Są na niej przeróżne zabawki, ubrania pieluchy, czyli rzeczy dość oczywiste, ale są też rzeczy, które pewnie nie znalazłyby się w waszych bagażach, bo są dość nietypowymi gadżetami wakacyjnymi. Za to ja, bez nich nie wyobrażam sobie wyjazdu na wakacje. Niestety, za bardzo ułatwiają mi codzienne funkcjonowanie, żebym miała się męczyć bez nich na wczasach.

 

collage

 

 

1. PUZZLE

Bez nich Olutka nigdzie się nie rusza. Zwłaszcza teraz, kiedy ma przymusowy odwyk od bajek, puzzle są naszym wybawieniem. Szczerze mówiąc myślałam, że puzzle są dobre dla przedszkolaków, a dwulatka nie bardzo ogranie co ma z nimi zrobić. Okazało się, że moja dziewczyna świetnie sobie radzi z układaniem i jest tym zachwycona. Zakup puzzli był jedną z lepszych inwestycji w ostatnim miesiącu.

 

2. PIŁKA

Tak, to właśnie jest ten gadżet, który nie jest pewnie zbyt popularny wśród wczasowiczów 😉 U nas piłka do fitnessu to absolutny must-have każdego dnia. Wystarczy, że weźmiemy Ka na ręce i zaczniemy delikatnie bujać się na piłce, a nasz maluch zasypia w kilka sekund. Takie bujanie się bardzo nam pomagało przy ząbkowaniu i innych przypadłościach, przez które ciężko było takiego malucha normalnie ułożyć do snu. Dlatego jeśli mam do wyboru wyglądać jak wariatka, która paraduje z piłką do pokoju hotelowego, a nie mieć spokoju wieczorami i usypiać Ka kilka godzin, to wiecie co wybieram.

 

3. SZUMIŚ

Przy pierwszym dziecku śmiałam się z ludzi, którzy wychwalali ponad niebiosa coś, co szumi jak suszarka. Szumiącego misia doceniłam dopiero, kiedy trafiło się nam dziecko, które nie przepada za spaniem. Włączony szumiś oznacza momentalne zaśnięcie delikwenta. Ciężkie przypadki traktowane są dodatkowo piłką i gwarantuje to spokojny wieczór przy filmie obojgu rodzicom.

 

4. ELEKTRONICZNA NIANIA

O tej niani zbyt wiele nie napiszę, bo dopiero do nas jedzie. Wiem tylko, że opcja pilnowania dziecka z tabletu jest bardzo atrakcyjna na wakacjach i czuję, że zaprzyjaźnię się tym sprzętem na dłużej.

 

5. NOSIDEŁKO TULA

Kolejny sprzęt, który doceniłam dopiero przy drugim dziecku. Teraz już nie wiem jak mogłam bez Tuli żyć, noszę w niej oboje moich dzieci (oczywiście osobno) i nie straszne mi wąskie uliczki z tysiącem schodów w pięknej Grecji. Jest to też świetna opcja dla dwulatki, która zdecydowanie chce przemierzać nieprawdopodobnie długie dystanse na swoich nogach, a po 10 minutach jest zmęczona Zamiast taszczyć ze sobą wózek, albo ją na rękach, wystarczy mieć przy sobie nosidełko i problem mamy z głowy.

 

To teraz przyznajcie się, bez czego nie wyobrażacie sobie wakacji z dziećmi?