B jak bałagan

Bałagan? Pfff… jaki bałagan? Przecież dzieci nie robią bałaganu!

Po pierwszym wpisie z naszego alfabetu matki wielodzietnej (o TU), mój mąż otrzymał od wielu osób niemalże kondolencje. Ojojoj… biedak. Ze zdziwieniem przeczytałam swój wpis trzy razy i znalazłam o nim wzmiankę w jednym, jedynym zdaniu- w którym jest mowa o dogorywaniu na kanapie. Z przykrością stwierdziłam, że wyrazy współczucia nie dotyczą jego przemęczenia, a wyłącznie niesamowicie beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znalazł- oczywiście przez straszną żonę, która nie panuje nad dziećmi i całym zamieszaniem, który jest przez dzieci wywołany. Obiecałam mu, że kolejne wpisy będą przedstawiały nasze rodzicielstwo w sposób nieco bardziej optymistyczny. Niestety, litera B może oznaczać wyłącznie bałagan.

Wstaję rano, a dom lśni czystością, o którą zawzięcie walczyłam poprzedniego wieczoru. Wstaje moje pierworodne dziecko. Urocza, mała dziewczynka, która potrafi zrobić wszędzie wokół siebie mnóstwo bałaganu. No ale od czego jestem ja- jej matka? Chyba nie po to wzięłam roczny urlop macierzyński, żeby leżeć brzuchem do góry i nic nie robić. Zaczynamy od zabawy- kredki, flamastry, ciastolina, farby, masa solna… o tak! To moje dziecko kocha najbardziej. Oczywiście to wszystko niesamowicie brudzi cały dom, ale na szczęście mam całą masę wolnego czasu, dlatego skrupulatnie chowam każdy oderwany kawałeczek ciastoliny z powrotem do pudełka, potem odkurzam i przecieram stół po zabawie. A skoro stół jest gotowy to czas na posiłek, a jak posiłek to tylko BLW. Moje kochane dziecko rozrzuca jedzenie po całej kuchni, wgniata je w stół i pluje nim we wszystkie strony. Ale to nic takiego! Łapię za odkurzacz, mopa i ścierkę, żeby w dwie sekundy ogarnąć kuchnię. Jestem tak zarąbiście zorganizowaną matką, że kiedy nadchodzi pora drzemki mój dom lśni czystością, a ja mam czas na przeczytanie kolejnej książki.

Kiedyś, tak dokładnie wyglądało utrzymywanie porządku w domu. Dlatego właśnie myślałam, że jestem niezniszczalna i idealna. Byłam pewna, że kolejne dziecko tego absolutnie nie zmieni. A kiedy przyjście na świat drugiego dziecka zmieniło absolutnie wszystko i pozostawiało mi wybór: pomiędzy sprzątaniem wszystkiego na bieżąco, co śmiało doprowadziłoby mnie do paranoi albo olaniem sprawy i godziną sprzątania wieczorem, pomyślałam, że gorzej już być nie może. Myliłam się, jednak może. Udowodniło mi to urodzenie się trzeciego dziecka, bo oto nastał m .;ek w pralce po raz kolejny kiśnie pranie, którego nikt nie przerzucił do suszarki. Zaczynam ogarniać ten cały bajzel, który panuje w naszym domu. Zejdzie mi się z tym do 12-ej, biorąc pod uwagę zrobienie jedzenia dzieciom. Dzieci karmię zupą, nie chce mi się po nich sprzątać, więc nie jedzą sami. Od jutra zaczną na pewno- powtarzam usprawiedliwiając samą siebie. Potem nadchodzi pora drzemki, a ja w tym czasie szykuję obiad, karmię i przewijam Antka i zbieram zabawki, którymi od rana bawiły się starszaki.

Dalej nie będę ci opowiadać, bo to dopiero pierwsza połowa dnia, a ja już się zmęczyłam od samego pisania o tym jak ona u nas wygląda. A właściwie ja ona wyglądała, dopóki nie zaczęłam stosować metody 3P. Jest ona banalna i być może znasz ją i stosujesz już od dawna. Mi zajęło trochę czasu, żeby do tego dojść, ale dzięki temu, teraz mam w domu względny porządek i nie tracę czasu i energii na bieganie za dziećmi i krzyczenie, żeby sprzątały.

 

POMOC

Zacznijmy od podstaw, z którymi my- matki, mamy na ogół największy problem. Nie jesteśmy od wszystkiego. W domu, razem z nami, jest też mąż i dzieci. Dlatego nawet jeśli obecnie nie pracujesz- tak jak ja- to nie znaczy, że wszystko masz robić sama. Wiadomo, że nie każę mojemu mężowi odkurzać czy robić generalnych porządków, kiedy wraca zmęczony po całym dniu pracy… wstawienie kilku szklanek do zmywarki w zupełności wystarcza, żeby odrobinę mnie odciążyć od codziennych obowiązków. Co innego dzieci. Pragnąc nauczyć ich odpowiedzialności daję im sporo zadań do zrobienia w domu.

 

PLAN

Najważniejsze to stworzyć plan działania. Plan musi obejmować wszystkich domowników, bo inaczej zaharujesz się na śmierć, a efekt i tak będzie marny. Także albo włączasz do roboty męża i dzieci, albo już zawsze będziesz słuchać pytania: „to co ty cały dzień robisz w tym domu??”. U nas w domu plan jest taki, że ja sprzątam po śniadaniu kuchnię, dzieci przed drzemką pokój i wszelkie rozrzucone po domu zabawki, po obiedzie sprzątam ja, a po kolacji M.

To jest plan podstawowy, bo przecież wiadomo, że poza kuchnią i pokojem dzieci istnieje również reszta domu, którą trzeba sprzątać. Dlatego ustaliłam, że poniedziałki są na sprzątanie łazienek, wtorki na pranie, środy na odkurzanie i mycie podłóg, czwartki na porządki w sypialniach, a piątek…

 

PRZERWA

W piątek zaczynamy weekend. A weekend jest wolny od sprzątania! Sprzątanie i organizacja w domu są ważne, ale ja nie planuję się zajechać. Opieka nad trójką dzieci i zajmowanie się domem są dość ciężkie, nawet jeśli mąż stara się pomóc jak może, dlatego nie daję się zwariować. Potrzebuję tej przerwy… dla mnie, dla męża dla dzieci. Przerwa od sprzątania i planowania tego, co się dzieje w domu jest z tych trzech punktów chyba najważniejsza, bo to dzięki niej mam siłę, żeby panować nad tym chaosem, który panuje u nas na co dzień.

A bałagan? Przy dzieciach trudno, żeby go nie było wcale.