Ale macie fajne dzieci…

Myślisz, że fajne dzieci znajduje się w kapuście? Pewnie! O ile najpierw je sobie wychowasz, a potem do tej kapusty wrzucisz.

Masz tak czasem, że z zazdrością spoglądasz na to, jak dzieci twoich znajomych siedzą grzecznie przy stoliku w restauracji podczas gdy twoje roznoszą wszystko dookoła? A nawet jeśli nie z zazdrością, to chociaż lekko cię coś uwiera, że tak się starasz i flaki sobie wypruwasz, a dzieci innych są sporo grzeczniejsze i porządniejsze. Nie uwierzę, że jest chociaż jeden rodzic na świecie, który nigdy tak nie miał. Bo nasze dzieci są jak tykające bomby, które w każdej chwili mogą wybuchnąć i z grzecznych aniołków staną się tymi dziećmi, na które wszyscy spoglądają ukradkiem myśląc, że rodzice je za bardzo rozpieścili.

 

Klimakterium dziecięce

No właśnie, skoro o bombie mowa. Żeby być szczęśliwym rodzicem trzeba najpierw zrozumieć jedną podstawową rzecz… dzieci są jak kobiety podczas menopauzy. Ba, nawet gorzej bo nie umieją zachowywać pozorów, nawet jeśli wymaga tego sytuacja. W praktyce, oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że twoje dziecko może by najlepsze, najmądrzejsze, najspokojniejsze i najbardziej eleganckie na świecie, a i tak przyjdzie moment, kiedy zacznie się zachowywać jak rozwydrzony bachor. Emocje, które tkwią w naszych dzieciach są, jak dla mnie, nie do ogarnięcia, więc im szybciej się pogodzisz z nieprzewidywalnością swojego dziecka tym lepiej dla ciebie i twojego zdrowia psychicznego.

Nasza córka od zawsze była bardzo spokojna i ułożona, a w restauracji świeciła przykładem niejednemu dziecku. Wszyscy w rodzinie byli zachwyceni tym jak się zachowuje i z chęcią braliśmy ją regularnie w różne miejsca. Od małego siedziała grzecznie przy stole, ładnie jadła, a w wolnym czasie bawiła się książeczkami albo zabawkami, które jej braliśmy. Jednak przyszedł taki dzień, kiedy zabraliśmy ją do pizzerii, a ona nie miała ochoty patrzeć na żadną zabawkę, ciągle marudziła, a na dodatek rzucała kawałkami pizzy na ziemię. Gorszy dzień? Być może, co nie zmienia faktu, że raz na jakiś czas miewamy podobne sytuacje. Dlatego musisz pamiętać o jednym… twoje dziecko jest dość NIEPRZEWIDYWALNE. Ale spokojnie, jest też cała masa rzeczy, których możesz go nauczyć i kiedy minie okres wahań emocjonalnych, to wszystkie twoje „lekcje” zostaną mu w głowie.

 

Bo to nie charakter

Uwielbiam, kiedy rodzice, albo rodzina zwalają zachowanie albo raczej jego brak na charakter dziecka. Jasne, każde dziecko jest inne, ale każde da się wychować, z niektórymi jest tylko ciężej. Nasze dzieci są jak woda i ogień (i to dosłownie!). Ola jest spokojna i zrównoważona, podczas gdy jej młodszy brat to taki typowy „Denis rozrabiaka”. Wyjaśnienie i egzekwowanie niektórych zachowań od Oli było banalnie proste. Jej wystarczyło powiedzieć coś i ona to robiła. Tak było z odstawieniem smoczka, sprzątaniem zabawek, zakazem rysowania kredkami po ścianie czy odkładaniem talerza po jedzeniu do zlewu. Karolowi trzeba powtarzać wszystko za każdym razem, a i tak zrobi po swojemu. No cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko.

 

fajne_dzieci

 

Ale macie fajne dzieci

Wiesz, często to słyszę. Najczęściej w kontekście tego, że sprzątają po sobie, potrafią się same bawić i ja nie muszę się w żaden sposób angażować, albo że potrafią usiąść do stołu, zjeść obiad i jeszcze po sobie odnoszą talerz. A co ciekawsze, najczęściej słyszę to od osób, które do tej pory miały mnie za dziwaka, albo może i dalej mają, kiedy słuchały o BLW, montessori i wiele innych rzeczach, które konsekwentnie stosowaliśmy i stosujemy wobec naszych dzieci.

Większość naszej rodziny traktowało BLW jako mój wymysł i dowalanie sobie roboty, bo przecież jest tyle bałaganu, a po co to wszystko, skoro dzieci mogą być karmione i też żyją. Za to teraz patrzą z podziwem na naszego dwulatka, który taranuje wszystko co spotka na swojej drodze, ale siada do stołu i z  doskonałą precyzją pakuje zupę łyżką do buzi, a przy tym nie spada mu ani jedna kropla na bluzkę. Montessori było dla większości nowomodą i jakimś dziwactwem, a teraz z niedowierzaniem obserwują naszą córkę, która przez godzinę bawi się sama, sprząta po sobie, sama się ubiera i korzysta z toalety. A kiedy nasza 3- latka zaczyna pisać na kartce swoje imię, literować podstawowe wyrazy albo liczyć do 100 najczęściej słyszymy:

 

Ale się wam dziecko trafiło

Tak, trafiło. Bo to jak z grą w lotto i albo masz szczęście albo cierpisz katusze z rozkrzyczanym dwulatkiem. No więc nic nam się nie trafiło. Od początku mieliśmy mniej więcej jakiś plan na wychowanie naszych dzieci, wiedzieliśmy czego chcemy je nauczyć. I pewnie, wszystko „wychodzi w praniu”, ale większość zachowań naszych dzieci jest naszą pracą. To my je wychowujemy i kształtujemy i robimy to, przynajmniej staramy się, dość świadomie, dlatego to jakie są nasze dzieci nie jest kwestią przypadku, albo ich cudownych charakterów (bo cudownie to one nie są).

Wyobraź sobie, że pucujesz całe mieszkanie przed przyjściem gości, a do tego gotujesz zajebistą kolację. A tacy przychodzą i mówią: „Jeju…! Ale masz szczęście, że masz taki czysty dom i takie dobre jedzenie!”. A ty zaczynasz się zastanawiać czy ich przypadkiem nie pogrzało, bo spędziłaś ostatnie 12 godzin pracując na to, żeby wszystko tak wyglądało. To tak samo jest z wychowaniem dzieci. Wypruwasz sobie flaki, tłumaczysz, powtarzasz, pomagasz, poświęcasz masą wolnego czasu, a przyjdzie ci taka ciotka i słyszysz: „dziewczyno, ale ty masz szczęście! Nie każdy ma takie fajne dzieci!”. Taaaa, same z siebie są takie fajne.