ABC wielodzietności. Co wywróciło nasze życie do góry nogami?

Nieco ponad cztery tygodnie temu, nasza rodzina stała się oficjalnie rodziną wielodzietną. Jeszcze wtedy nie byliśmy do końca świadomi tego, co nas czeka…

Trójka dzieci zdecydowanie nie brzmi jak sielanka. Zwłaszcza, kiedy ta trójka mieści się jeszcze w przedziale wiekowym 0-3, bo to brzmi już jak hardcore. I tak często bywa. Oczywiście, pierwsze dni jawiły się nam jako sielanka, serio, istna sielanka. Przesypiające całe dnie noworodek, a do tego mąż na dwutygodniowym urlopie, sprawili, że żadnej zmiany nie odczułam. Wręcz przeciwnie! Było mi bardzo lekko wrócić do otaczającej mnie rzeczywistości. I taki luz trwał dokładnie dwa tygodnie plus święta Bożego Narodzenia. Potem miałam wytrzymać cztery dni sama, z trójką dzieci w domu, żeby lekkim krokiem wejść w Nowy Rok, wysłać najstarszą do przedszkola i zacząć samodzielnie ogarniać dom, dzieci, przedszkole i wszystko inne, co spoczywa na głowie matki.

Jednak, wszystko wywróciło się do góry nogami. I wcale nie chodzi o to, że nasz mały Antoś po skończeniu dwóch tygodni postanowił zacząć funkcjonować niczym dorosły człowiek i drzemki na stałe wykreślił ze swojego planu dnia, w końcu to noc jest od spania. Tutaj raczej chodzi o cała serię niefortunnych zdarzeń, która nas dopadła, a może raczej serię chób, które uprzykrzają nam życie. Nie będę cię zanudzać nimi wszystkimi, bo możnaby z tego stworzyć niezły leksykon, ale tylko ostatnie dwa tygodnie stoją pod hasłem przeziębień, zapalenia ucha, zapalenia płuc, mononukleozy, zapalenia gardła i… mam serio dość. Niech ta zima się już skończy i nastaną upały, bo tylko to może nas uchronić przed milionem zarazków, który czają się już chyba wszędzie. Strach wyjść z domu, bo idzie człowiek na 15 minutowy spacer z dziećmi, a wraca z grypą. Także od miesiąca chorujemy, co kilka dni na kolejne schorzenie, a przedszkole już się chyba pogodziło z tym, że preferujemy zmiany w systemie tydzień przedszkole- dwa tygodnie wolne.

 

Niedawno dotarło do mnie, że oficjalnie nazywamy się już rodziną wielodzietną. Fakt, nieco mnie to śmieszy, biorąc pod uwagę fakt, że mam 4 młodszego rodzeństwa, więc trójka to jakoś tak niewiele… wydawać by sie mogło, a jednak! Nie jest lekko i trzeba pewne sprawy uporządkować, a życie przeorganizować, żeby funkcjonować jako tako normalnie. My powoli do tego dochodzimy i przyzwyczajamy się do nowych zasad i ustalania pewnych reguł, które ułatwią nam życie z trójką dzieci. Stąd wpadłam na pomysł zrobienia cyklu ABC WIELODZIETNOŚCI, w którym, tydzień po tygodniu, będę pisała o tym, co nam ułatwia pewne sprawy, ale też co jest istostne i z czym się wiąże życie z trójką dzieci pod jednym dachem. W każdy piątek pojawi się kolejna litera alfabetu wielodzietnych i kolejne zagadnienie. Ja wyrzucę z siebie to co mi siedzi w głowie, a ciebie być może przekonam, że dużo dzieci to nie koniec świata. Trójka dzieci, mimo otwarcia prywatnej praktyki lekarskiej pod swoim dachem, daje ogromną radość. Teksty naszych dzieci, ale też to jak się rozwijają i budują ze sobą relacje, wywraca nasze życie i nasze mniemanie o świecie do góry nogami.