C jak czas

„Mamy czas, czas nie goni nas” lubią podśpiewywać pod nosem moje dzieci. Szkoda tylko, że ja nie podzielam ich entuzjazmu, w związku z posiadaniem czasu.

Podobno, kiedy zostajesz matką nagle nie masz na nic czasu. Chodzisz cały dzień w dresie, nie masz kiedy umyć włosów, dom zarasta brudem, a z mężem rozmawiasz rzadziej niż z panią z warzywniaka dwie ulice dalej. Dziecko musi zjeść, dziecko musi się pobawić, dziecko musi iść na spacer, znowu zjeść, znowu się bawić, wykąpać się i iść spać. Tak naprawdę całą dobę dziecko coś musi. A co w tym wszystkim najgorsze, to ty musisz razem z nim. Przynajmniej do pewnego momentu. I w efekcie udaje ci się wyszarpać pojedyncze minuty podczas drzemki twojego dziecka, ale co to za minuty skoro sprowadzają się do wstawienia prania, ugotowanie obiadu, odkurzenia podłogi, wyjęcia prania, pozmywania naczyń i… tak w kółko. 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Ciężkie jest życie matki jednego dziecka, a kiedy dzieci jest więcej… jest dokładnie tak samo. Serio, nie potrzebujesz więcej czasu na gotowanie ani na spacer. Wszystko wychodzi tak samo, z tą różnicą, że męczysz się podwójnie albo potrójnie. Bo przecież wszystko musisz robić razy dwa… dwa obiady, dwoje dzieci do ubrania, dwie różne zabawy i dwoje dzieci do usypiania. My, matki, doskonale wiemy jak ciężko nam znaleźć chociaż 5 minut dla siebie, nie? Choćby na długą, 5-minutową, kąpiel. A co jeśli ci powiem, że się da? Da się znaleźć odrobinę czasu dla siebie, a co więcej da się znaleźć czas dla dzieci. Dla każdego z osobna.

 

Zmora rodzin wielodzietnych

Jest taka jedna, jedyna rzecz, której się bałam na samą myśl o posiadaniu większej ilości dzieci. Bo wychowywanie ich to pikuś, zajmowanie się nimi- łatwizna! Tak przynajmniej myślałam, a co do rzeczywistości… to chyba wiesz, że nie jest aż tak lajtowo. Także jako niedoszła jeszcze matka kilku par małych stópek, najbardziej bałam się wiecznego niedoczasu. Generalnie przy dzieciach wiecznie jest tego czadu mało i wiecznie trzeba iść na jakieś kompromisy i z czegoś rezygnować. Tylko jak iść na kompromisy przy czasie poświęcanym dzieciom? Jak rezygnować ze wspólnych chwil. I nie chodzi o siedzenie obok dziecka, na zasadzie masz tu Lego i buduj zamek, a mamusia sprawdzi fejsa. Nie, nie. To jest nie jest spędzanie czasu razem. Kiedy chcę spędzić czas z moimi dziećmi, chcę im poświęcić 100% mojej uwagi. I tego bałam się najbardziej. Jednemu dziecku nie tak trudno jest poświęcić kilka minut dziennie sam na sam z rodzicami, ale kiedy tych dzieci jest więcej, to ciężko jest spędzać jakikolwiek czas wyłącznie z jednym maluchem.

 

Mamy plan

Ja wiem, że moje dzieci potrzebują momentami 100% naszej uwagi skupionej wyłącznie na nich. I nie chcemy im tego odbierać, bo „masz pecha, bo masz braci i musimy nimi też się zajmować”. Bardzo chcę, żeby każde nasze dziecko miało okazję spędzać czas sam na sam z rodzicami. Bez rodzeństwa, bez telefonów i innych sprzętów elektronicznych. Taki czas, w którym poczuje się wyjątkowe i jedyne, a co najważniejsze nie będzie musiało przekrzykiwać się z rodzeństwem czy czekać aż skończę karmić najmłodszego. Myślę, że to bardzo zaprocentuje później w naszych relacjach z dziećmi i co, równie ważne, takie wspólne wyjścia, są ważne zwłaszcza dla taty. Z racji siedzenia w pracy, niewiele okazji zostaje do tego, żeby być z dziećmi i słuchać ich, bawić się z nimi i tworzyć relację. Stąd powstał nasz pomysł „randek” z dziećmi.

Nasze randki to wyjście jednego z dzieci, wyłącznie z nami- rodzicami. Idziemy tam, gdzie nasz poproszą, robimy wszystko czego dziecko sobie zapragnie i nie odmawiamy drugiej porcji lodów czy kolejnej przejażdżki na karuzeli w centrum handlowym. Planujemy powtarzać takie wyjścia raz na miesiąc, dwa. Takie mamy reguły gry.

 

Łatwo poszło

Jeśli śledzisz nasz Instagram to wiesz, że pierwsze wyjście mamy już za sobą. Byliśmy z Olą w kinie i na lodach. Było super, już dawno nie mieliśmy okazji do słuchania jej i rozmawiania z nią przez tyle czasu. Ona w końcu mogła z nami pogadać i opowiedzieć nam chyba o wszystkim, a my mieliśmy okazję skupić się wyłącznie na niej i dowiedzieć się więcej o niej, o przedszkolu i o tym wszystkim, na co na co dzień nie mamy czasu, bo są chłopcy. Nasza córka była wymęczona i zachwycona, a wyszliśmy raptem na 3 godziny.

Widzimy jak ważny jest, dla nas i dla niej, czas spędzony we trójkę i wszyscy byliśmy przeszczęśliwi w ten niedzielny wieczór. No… może poza babcią, której zostawiliśmy ząbkującego Antka, ale babcia ma moc i daje radę nawet z takim małym krzykaczem.

 

_______________________________________________________________________________________

Spodobał Ci się mój tekst? będzie mi niezmiernie miło jeśli go skomentujesz pod spodem i/lub udostępnisz- klikając na jedną z ikonek poniżej. To tylko jedno kliknięcie , a dla mnie będzie wyrazem uznania mojej pracy i motywacją do pisania.

  • Katarzyna

    super pomysł!

    • Aga

      Dzięki <3