10 najdziwniejszych faktów o mnie

Dzisiaj obchodzę kolejne urodziny i z tej okazji przyznam ci się do kilku dziwactw, z którymi niestety muszę żyć.

Właściwie to wcale nie tak niestety. Nie bardzo mnie bawi to dążenie wszystkich do bycia „normalnymi” co oznacza w efekcie, że wszyscy mamy być tacy sami. Są pewne normy i już. Wszystkie kobiety są takie same, faceci nie pomagają przy dzieciach, a dorosły człowiek musi zachowywać się jak na niego przystało i nie oblizywać noża po obiedzie.

Mamy w głowie stereotypy i lubimy się z nimi utożsamiać. Bo nawet kiedy wyłamujesz się z tych reguł, to powiedz szczerze, potrafisz powiedzieć o tym głośno? Pewnie nie bardzo. Jasne, nikt nie lubi być „inny”. Każdy z nas ma jakieś swoje dziwactwa, a ja mam ich dość sporo. Co ciekawe, o niektórych moich nawykach dowiedziałam się, że są dziwne dopiero po ślubie w „konfrontacji” z moim mężem, co świadczy tylko o tym, że to inni ludzie wyznaczają nam co jest normalne, a co nie. Ale do rzeczy, czy wiesz, że…

 

1. umiem grać na pianinie.

A właściwie to uczyłam się przez całą podstawówkę, a potem to rzuciłam. W tej chwili potrafię zagrać wyłącznie dwa, trzy utwory i nawet nie wiem czy odczytam inne nuty. Co nie zmienia faktu, że moim zdaniem umiem grać i już.

 

2. nie lubię być dotykana!

Tak wiem, prowokacyjnie to brzmi, ale taka prawda. Nienawidzę, kiedy ktoś mnie głaszcze, przytula, kładzie mi rękę na ramieniu albo w ciąży dotyka mojego brzucha. Przeszkadza mi, kiedy ktoś za blisko stoi albo dotyka mnie w komunikacji. Mam zwyczajnie swoją strefę komfortu, której nie radzę przekraczać. Moja siostra się śmieje ze mnie, że nie wie jak zaszłam w ciążę w takim razie. Hmmm.. otóż są dwie grupy ludzi, których ta zasada nie dotyczy (chociaż nie zawsze) moje dzieci i mój mąż. Także zagadka rozwiązana 🙂

 

3. jestem mentalnie facetem.

Serio, nie lubię się malować, spędzać godziny w łazience, wybierać ubrań do wyjścia, za to kocham szybki prysznic, przedłużone rzęsy (bo nie trzeba już się malować) i przygotowane wcześniej ubrania, najlepiej jak najwygodniejsze. W dodatku nie mam podzielności uwagi i kiedy usiądę przy laptopie to przypominam rasowego faceta, bo zwyczajnie się wyłączam. A rozmowy z moim mężem przebiegają mniej więcej tak:

M: – Aga?

ja: – hmm?

M: – chcesz obejrzeć jakiś film?

ja: – yhym.

M: – a jaki?

ja: – yhym

M: – Aga?

ja: – yhym… co?

M: – słuchasz mnie?

ja: – Jezu, o co ci chodzi? Przeszkadzasz mi.

Oczywiście najczęściej jestem pochłonięta przeglądaniem facebooka.

 

4. mam bardzo slaba pamięć.

Do imion, nazwisk, dat, uroczystości i okoliczności. U nas w domu to mój mąż pamięta o urodzinach, imieninach i zaplanowanych spotkaniach rodzinnych. Mi wylatuje z głowy praktycznie wszystko. A to z jednego prostego powodu… sortuję informacje. Szkoda mi czasu i zaprzątania głowy rzeczami nieistotnymi, więc zapamiętuję tylko te, które moim zdaniem są ważne, czyli wracamy do punktu numer 3.

 

5. nie oglądam żadnych seriali.

Generalnie oglądam mało telewizji, w sumie mogłabym jej w ogóle nie mieć. Nie oglądałam nigdy „Zbuntowanego Anioła” ani „Pokemonów”, nie wiem co się dzieje w jakimkolwiek serialu. Nie oglądałam ostatniego sezonu „Czasu Honoru”, a „Na Wspólnej” obejrzałam do 100 odcinka. Zawsze robię wielkie oczy, kiedy ludzie zaczynają przy mnie rozmawiać o serialach i przeżywać ostatni odcinek. Nie znam się, nie oglądam.

 

6. nie cierpię lekarzy.

Unikam ich jak ognia i nigdy nie chce mi się jechać na wizytę i robić badań. Tak wiem, „zdrowie jest najważniejsze”. Ale mi się zwyczajnie nie chce jechać, czekać i tłumaczyć. Zresztą moje wizyty trwają na ogól 5 minut, co jest irytujące, bo kawałek jednak do tego lekarza mam. Wyjątkiem jest ciąża, podczas której chodzić do lekarza muszę, ale i tak robię to zdecydowanie rzadziej niż przeciętna ciężarna.

 

7. wolę słone niż słodkie.

I to nie z powodu ciąży. Od zawsze wybiorę schabowego z mizerią, a nie czekoladę. W ogólnie nie wiem jak można zjeść całą tabliczkę samemu, mdli mnie na samą myśl o tym.

 

8. nie znoszę ciasnoty.

I nie chodzi o zwykłą miłość do przestrzeni, a raczej o coś podchodzącego pod klaustrofobię. Ledwo znoszę lot samolotem, po którym mam wrażenie, że ktoś mi miażdżył nogi, nigdy nie mogę spać na piętrowym łóżku na dole i mieć przysuniętego zbyt blisko fotela w samochodzie. Muszę mieć luźno, bo inaczej czuję się zbyt ściśnięta.

 

9. nie potrafię udawać, że cię lubię.

Tak już mam. Wiem, że wielu ludzi umie walnąć sztuczny uśmiech i być miłym i sympatycznym dla osób, którym potem obsmarują tyłek za plecami. Ja tak nie potrafię. Próbowałam, ale nie mogę. Jeśli kogoś nie lubię, albo mnie wkurza to zwyczajnie jestem zdystansowana i oschła wobec tej osoby. Co ciekawe na ogół taka osoba myśli, że mam złych humor. No więc nie. Jeśli tak wyglądam, to znaczy, że mnie wkurzasz.

 

10. nie pijam „splujek”

„Splujki” to resztki na dnie szklanki, kubka czy butelki, tak około jednego łyka, które stały przynajmniej kilkanaście minut i „zwietrzały”. Nie wypiję za cholerę. I to jest jedno z moich dziwactw, o które stoczyliśmy w domu niejedną bitwę. M. przez pewien czas robił się czerwony ze złości, kiedy widział na blacie trzy kubki z resztką coli na dnie, a ja brałam właśnie czwarty. A właśnie… zapomniałam dodać, że nie wypiję drugi raz ze szklanki po splujce. Przecież to oczywiste!

 

Może i większość z tych faktów o mnie nie jest zbyt normalna, ale dzięki temu M. nie ma najmniejszej szansy na nudę przez resztę życia. Bo ta dziesiątka to w sumie dopiero początek.

  • „Wiem, że wielu ludzi umie walnąć sztuczny uśmiech i być miłym i sympatycznym dla osób, którym potem obsmarują tyłek za plecami. Ja tak nie potrafię. ” – ja też nie! Mój facet mówi, że we mnie można czytać jak w otwartej księdze i od razu wszystko widać!
    Też nie przepadam za lekarzami i ostatni serial oglądąłam rok temu, a potem dałam sobie spokój. Nigdy też nie oglądałam Plotkary, Chirurgów, Na wspólnej, House’a i innych popularnych seriali 😀 Tak więc, przybijam Ci wirtualną piątkę i życzę spełnienia marzeń! 🙂

    • Aga

      Dziękuję i piątka 😀

  • Ciekawe rzeczy 🙂